» Basza | sobota, 13-6-2009 18:23 |
|
Vin Diesel to prawdziwy twardziel. Jego niezwykle charyzmatyczne role w takich filmach, jak chociażby XXX, Szybcy i Wściekli czy Pitch Black budzą respekt, no bo jak może być inaczej, skoro gdy tylko ktoś mu podskoczy, to śmiało może spisywać testament i żegnać się z rodziną, bo jego koniec jest z pewnością bliski. Jakiś czas temu także i producenci gier postanowili przenieść postać Vina do gier wideo, czego pierwszym efektem były doskonałe Kroniki Riddicka: Ucieczka z Butcher Bay oraz nie tak dawno wydany remake i zarazem sequel Assault on Dark Athena. Długo nie musieliśmy czekać na kolejną produkcję z „łysolem” w roli głównej – gdyż właśnie miałem przyjemność zagrać w stworzoną przez firmę Tigon Studios grę Wheelman. Czy jednak kaskaderskie popisy Vina są w stanie przyciągnąć przed ekran telewizora na dłużej?
Tym razem Vin Diesel zaprasza nas do słonecznej Barcelony, gdzie jako tajny agent CIA, niejaki Milo Burik, będzie musiał rozpracować mafijny światek tego przepięknego miasta. Na swojej drodze napotka przeróżnych typków „spod ciemnej gwiazdy” reprezentujących jedno z ugrupowań, które zlecać mu będą przeróżne misje do wykonania. Oczywiście nikomu nie odmówi, gdyż jego głównym zadaniem jest dowiedzieć się, kto tak naprawdę pociąga za sznurki. Nie zabraknie także pięknych pań w swoich ślicznych furach, które będą starały się odciągnąć głównego bohatera (całe szczęście bezskutecznie) od wykonywania kolejnych zadań. Generalnie fabuła Wheelmana może się podobać. Jest ona o wiele lepsza niż w ostatniej odsłonie serii Need for Speed, lecz z drugiej strony czasem ociera się wręcz o kicz, gdy na przykład widzimy Milo prowadzącego konwersację z bossem otoczonym przez zgraję swoich goryli, a główny bohater raz za razem sypie epitetami w jego kierunku, jakby co najmniej był człowiekiem ze stali i niczym się nie przejmował. Co gorsza tamci nic nie robią, a tak na dobrą sprawę kulka by mu się należała już za samo krzywe spojrzenie na mafioza. Wiem, że to tylko gra wideo, niemniej oczekiwał bym przynajmniej odrobiny realizmu jeśli o historię chodzi.
Dobra, koniec z tym biadoleniem, przejdźmy więc do konkretów. Wheelmen to na pierwszy rzut oka klon Grand Theft Auto IV inspirowany nieco seriami Driver oraz Burnout Paradise, gdzie mniej więcej dziewięćdziesiąt procent gry spędzimy za kółkiem, choć zdarzają się i takie zadania, kiedy to trzeba będzie wysiąść z samochodu i z giwerą w dłoni przebić się przez legiony wrogów aż do upragnionego celu. W trakcie naszej przygody poprowadzimy całą masę przeróżnych pojazdów i to nie tylko tych dwuśladowych, bowiem oprócz samochodów (w sumie jest ich ok. 30, z czego zaledwie dwa: Pontiac G8 oraz Opel Astra to licencjonowane wózki) pojawią się ciężarówki, a także i motocykle (włącznie z nie za szybkimi skuterami). Na potrzeby gry przygotowano prześliczną, wirtualną Barcelonę – miasto naprawdę sporych rozmiarów (choć mniejsze niż Liberty City), z setkami kilometrów ulic, skrótów i przesmyków, którymi przemieszczać się można do woli (no może nie tak do końca, gdyż kolejne dzielnice miasta odblokowywane są wraz z postępami w grze), przy okazji zwiedzając stolicę Katalonii. A jest co oglądać, gdyż twórcy postanowili przenieść na wirtualne ulice charakterystyczną dla tego miejsca zabudowę miejską, a także przeróżne zabytki i budowle. Niestety nie udało im się osiągnąć tego samego, co uczynili programiści z Rockstar Games w przypadku GTAIV, a mianowicie wrażenia, że stworzone przez nich miasto „żyje”. Owszem, piesi przechadzają się chodnikami, ulicami jeżdżą samochody, a wszędzie widać dziesiątki przeróżnych obiektów, takich jak sygnalizacja świetlna, lampy, ławki, przystanki czy reklamy, lecz i tak cały ten obraz nie sprawia wrażenia realności. Nikt nagle nikogo nie zaczepi, czy też nie wsiądzie czy wysiądzie z pojazdu/Nie ma też przypadkowych stłuczek, no chyba, że zostało to wcześniej „oskryptowane”. Do tego dochodzą kaskaderskie wręcz popisy przechodniów, którzy uciekając przed pędzącym wozem wykonują kilkumetrowe odskoki i choćbyśmy nie wiem jak się starali, to takowego nie przejedziemy. Rozumiem, że dzięki temu w Wheelmana mogą zagrać nie tylko 18-latkowie, ale i Ci, którzy skończyli 16 lat, lecz czy aby na pewno warto było wcisnąć do gry takie a nie inne rozwiązanie?
Przejdźmy jednak do samej rozgrywki. Już pierwsze zadanie, jakie musimy wykonać zwiastuje, że w trakcie zabawy będzie się sporo działo. Zrealizowana w formie samouczka ucieczka przed policją z piękną brunetką u boku nastraja bardzo optymistycznie na przyszłość, a przy okazji zapoznaje nas z niezwykle przyjemnym sterowaniem. Chwilę później spotykamy pierwszego zleceniodawcę – jednego z członków mafijnego półświatka, który po krótkiej rozmowie zapoznaje nas z zadaniem. Po jego wykonaniu trafiamy na kolejnego typa ze zleceniem i tak już niemal do końca zabawy. Niestety tutaj programiści z Tigon Studios nie do końca się popisali, gdyż zadania związane z fabułą są mało odkrywcze i zupełnie niczym nie zaskakują, a głównie skupiają się na śledzeniu lub eliminacji konkretnego przeciwnika, dojechaniu z punktu A do B czy efektownej ucieczce przed nadjeżdżającymi z każdej strony pojazdami, których jedynym celem jest anihilacja Burika. Wszystko to wypada strasznie blado na tle tego, co oferuje Grand Theft Auto IV, lecz na szczęście autorzy postanowili urozmaicić nieco rozgrywkę wprowadzając przeróżne zadania dodatkowe.
Tych jest za to całe multum, a dostęp do nich mamy z menu mapy, wybierając jedną z kolorowych ikonek odpowiadającą rodzajowi misji. Choć o różnorodności rodem z Saints Row 2 możemy zapomnieć, to jednak i tak jest w czym wybierać. Jedne dotyczą kradzieży pojazdów (lub pojazdów) w określonym czasie, inne znowu na wyścigu z innymi przeciwnikami z zaliczaniem po drodze kilku checkpointów. Są nawet i takie, w których trzeba dokonać zniszczeń w wirtualnej Barcelonie na odpowiednią kwotę pieniężną. Gdy pierwszy raz zobaczyłem sumkę, jaką muszę uciułać tylko westchnąłem na samom myśl o tym, jak trudne to będzie, lecz na szczęście w każdej z takiej misji jeden z elementów otoczenia jest mnożnikiem (raz jest to lampa, innym razem parasolka), dzięki czemu łatwiej osiągnąć jest cel. Misje poboczne są stosunkowo krótkie, lecz i tak warto je wykonywać, gdyż po ich zaliczeniu otrzymujemy stosowną ocenę (jedną z czterech), a co za tym idzie, zdobywamy nowe garaże czy broń i, co chyba jest najważniejsze, podnosimy statystyki głównego bohatera, takie jak poprawa odporności czy mocy pojazdu lub też wydłużenie czasu czasu używania Focusa (później wyjaśnię, co to za cudo). Szkoda, że w przypadku niektórych zadań przesadzono z poziomem trudności, a dotyczy to głównie pościgów i kradzieży pojazdów na czas. Ile to razy musiałem powtarzać je od nowa tylko dlatego, że w jednym miejscu nagle ktoś mi wyjechał zza winkla i lądował na mojej masce, przez co mój cel szybciutko znikał w oddali. Wówczas nie pozostawało mi nic innego, jak restart i tak „w koło Macieju” z pięć, a nieraz i nawet dziesięć razy aż do skutku.
Jak sami pewnie zauważyliście, wszystko to, co do tej pory napisałem na temat Wheelmana bynajmniej nie nastraja jakoś „hurra optymistycznie”, lecz na szczęście jest jedna rzecz, która wyróżnia tę produkcję z tłumu i powoduje, że gra się w nią niemal z wypiekami na twarzy. Tym czymś jest niesamowity model jazdy, który ciężko porównać do czegokolwiek, co do tej pory pojawiło się na rynku. Oprócz standardowego dopalacza mamy tu bowiem rewelacyjne, niemal hokejowe „bodiczki”, dzięki którym prowadzony pojazd nagle wykonuje szybki manewr w lewą lub prawą stronę spychając samochód przeciwnika czy to na budynek, czy też na wóz pędzący z naprzeciwka. Co więcej, w takich momentach kamera zmienia położenie, a my obserwujemy tą fantastyczną kraksę w spowolnieniu. Ach te sypiące się z każdej strony iskry i roztrzaskane fragmenty karoserii, które zostają na poboczu – po prostu poezja… Ciekawie potraktowano także możliwość zmiany samochodu, gdyż oprócz standardowego wyrzucenia kierowcy z fotela a’la seria GTA możemy wykonać tzw. air-jack, czyli przejęcie wozu w trakcie jazdy bez konieczności zatrzymywania się. W momencie, gdy widoczny nad pędzącym przed graczem samochodem wskaźnik zmieni kolor z czerwonego na zielony, wówczas Milo otwiera drzwi, robi niesamowity skok w stylu Spidermana na auto pędzące przed nami, po czym wskakuje nogami do przodu przez okno od strony pasażera, wyrzucając przy okazji kierowcę przez drzwi z lewej, po czym bezpiecznie ląduje za kierownicą. Jak to możliwe? Mnie nie pytajcie, lecz prawda jest taka, że to efekciarskie zagranie robi naprawdę spore wrażenie.
Jeśli myślicie, że to już koniec sztuczek, to muszę Was miło rozczarować. Mógłbym nawet rzec, że to dopiero początek, gdyż dwie kolejne umiejętności Burika to po kwintesencja Wheelmana i wielki powód do dumy dla autorów gry. Wcześniej wspomniałem o czymś takim, jak Focus, więc najwyższy już czas wyjaśnić „z czym to się je”. Otóż gdy wykonujemy jakieś spektakularne akcje, jeździmy pod prąd wśród pędzących aut z pojazdów, niszczymy elementy otoczenia, czy kasujemy wozy przeciwnika, ładujemy przy okazji stosowny pasek, czyli właśnie Focus. Gdy ten się napełni to wówczas możemy skorzystać z tzw. Aimed Shot. W jednej sekundzie wszystko zwalnia, kolory się wyostrzają, kamera zmienia położenie na widok FPP z oczu głównego bohatera, a naszym zadaniem jest trafienie w ukazujące się na wrogich pojazdach tarcze, czego efektem będą malownicze eksplozje i spokojniejsza droga do celu. Jeszcze lepszy Cyclone, który działa w podobny sposób, z tą różnicą, że tym razem nasz pojazd (motor też!) wykonuje efektowny obrót o 180 stopni, dzięki czemu przed naszymi oczami ukazują się wozy, które do tej pory pędziły za naszym tylnym zderzakiem. Wszystkie te pojedynki na drodze prezentują się po prostu fenomenalnie i są zarazem tak efektowne, jak chyba w żadnej innej grze wideo.
Pewnie zauważyliście, że do tej pory nie wspomniałem nic o misjach chodzonych, w których to Milo wychodzi z pojazdu i z gnatem w dłoni musi rozwiązać problem, lecz w sumie nie warto by nawet o nich pisać, gdyż te są po prostu nudne i nieciekawe. Niby możemy prowadzić ogień z ukrycia chowając się za przeszkodami i korzystać z kilku rodzajów uzbrojenia, lecz wszystko to zrealizowano jakoś tak „na doczepkę”, prze co odnosi się wrażenie, że już lepiej by było, gdyby takowe zadania w ogóle się w grze Wheelman nie pojawiły. W dodatku przesadzono też z ilością przeciwników, gdyż zazwyczaj walczymy z 3-5 naraz, a jedno zlecenie wiąże się z wysłaniem na łono Abrahama przynajmniej kilku dziesiątek mafijnych sługusów. No szkoda, że nie popracowano dłużej nad tym elementem rozgrywki, lecz jak widać, nie można mieć wszystkiego.
Na koniec kilka słów na temat kwestii technicznych. Za stronę graficzną Wheelmana odpowiada dość leciwy już, choć wciąż bardzo potężny Unreal Engine 3. Niestety do poziomu Gears of War 2, w którym zastosowano dokładnie tą samą technologię, dużo jej brakuje, a to za sprawą nieco nienaturalnie wyglądających tekstur, jakimi pokryte są wszystkie elementy otoczenia włącznie z budynkami i pojazdami. Nie wiem, czy to akurat tekstury są tak słabe czy też może oświetlenie nieco szwankuje, ale efekt przypomina mi to, co zobaczyłem w Strangleholdzie czy Hour of Victory, czyli jakąś dziwaczną luminescencję na obiektach (w szczególności na różowo i niebiesko). To samo jest z wykonaniem modeli postaci. Marcus Fenix i jego kompani stworzeni za pomocą tego samego narzędzia wyglądali tak doskonale, a Milo i inne pojawiające się w trakcie rozgrywki postacie prezentują się może nie od razu słabo, ale jakoś tak… plastikowo. Mógłbym nawet rzec, że Vin Diesel w prastarej Ucieczce z Butcher Bay był bardziej realistycznie odwzorowany niż w grze Wheelman. Cieszy za to fakt, że w trakcie przejażdżki zniszczyć można praktycznie wszystko, co stanie na naszej drodze (podobnie zresztą jak sam samochód, który bardzo ładnie się kasuje). Drzewa, metalowe płotki, „parasolki” obok kawiarenki czy nawet przystanki oraz budki z gazetami nie są niczym strasznym dla prowadzonej przez naszego bohatera bryki, efektownie roztrzaskując się na dziesiątki mniejszych kawałków. Generalnie oprawa graficzna nie wygląda tak źle i miejscami naprawdę może się podobać (np. miłe dla oka rozmycia i efekciarskie wybuchy), niemniej realistycznej grafiki rodem z Grand Theft Auto IV w najnowszej produkcji firmy Tigon nie uświadczymy.
Podobny poziom trzyma oprawa dźwiękowa tej produkcji. Vin jak zwykle brzmi bardzo dobrze, w każdym jego słowie słychać to niesamowite brzmienie, od którego w przygodach Riddicka aż włos jeżył się na głowie. Gorzej natomiast jest całą resztą, gdyż osoby podkładające głos pod innych bohaterów już aż tak bardzo się nie wysilili. To samo mogę napisać o autorach muzyki, którzy wcisnęli do Wheelmana jakieś niezrozumiałe dla mnie kawałki techno. Co prawda usłyszymy też kilka rockowych brzmień, które naprawdę dają radę i miło się przy tym jeździ, lecz „techniawka” zupełnie do mnie nie trafiła, a co gorsza, nie można jej zmienić w trakcie jazdy.
Mimo swoich wad Wheelman to kawał naprawdę przyjemnej gry, przy której doskonale można się rozerwać. Przy dłuższych posiedzeniach rozgrywka może nużyć, bo przecież wykonywanie w kółko tego samego to nie jest to, co przeciętny gracz lubi najbardziej. Jednak jako powiedzmy półgodzinny „relaksator” spisuje się wyśmienicie, a to wszystko za sprawą niezwykle widowiskowego modelu jazdy. Niesamowite akcje na drodze skutecznie podnoszą poziom adrenaliny w żyłach, a to przecież właśnie o to chodzi, by rozgrywka wzbudzała jak największe emocje. Co prawda na rynku można znaleźć dużo lepsze i bardziej dopracowane tego rodzaju produkcje (chociażby wielokrotnie wspominany w tekście Grand Theft Auto IV), lecz jeśli stawiasz widowiskowość ponad realizm, to przynajmniej wypróbuj wersję demonstracyjną. Po krótkiej przygodzie z tym tytułem już na pewno będziesz wiedział, czy jest to gra dla Ciebie.

Składam podziękowania za współpracę firmie Cenega Polska
Radosław „Basza” Szewczyk
Powiązane:












