» DeDark | wtorek, 11-7-2006 0:04 |
|

Ostatnimi czasy dosyć głośno rozbrzmiewało echo o nowej grze Powrót na Tajemniczą Wyspę. Czy będzie to kolejny nic nie wnoszący przedstawiciel gatunku czy może dotychczasowe charakterystyczne dla tych gier zbieranie przedmiotów i prowadzenie dialogów nabierze nowego wymiaru? Za sprawą studia Kheops i uprzejmości IQ Publishing do moich rąk trafił kolejny tytuł z serii The Adventure Collection – Powrót na Tajemniczą Wyspę. Starszy brat Tajemnicy Zaginionej Jaskini został wydany w Polsce później. Wygląda na to, że nasz rodzimy wydawca wydaje gry od najlepszej, tak, by zachęcić do kupna tych gorszych.
Wyżej przytoczony tytuł jest adresowany do fanów przygodówek. „Martwy gatunek” ostatnimi czasy przeżywa renesans. Nastąpił wysyp nowych gier, z których tylko nieliczne zdołały podbić serca graczy. „Gwoździem do trumny” z reguły była nudna fabuła. Powrót na Tajemniczą Wyspę został oparty na twórczości Juliusza Verne’a, mistrza pióra, którego powieści dostarczały niesamowitych wrażeń. Uważam, że współczesna przygodówka powinna mieć w sobie trochę akcji, elementów zaskoczenia, tu tego nie uświadczymy, a szkoda. Początkowy entuzjazm wywołany fabułą opartą o dzieło literackie zmniejszał się z każdą minutą.
Po szybkiej i bezproblemowej instalacji przystąpiłem do gry. Wcielamy się w postać Miny, młodej i odważnej żeglarki. Podczas żeglugi nasza bohaterka natrafiła na sztorm, a los w całej swojej łaskawości skierował ją na nieznaną wyspę. Obudziwszy się na plaży, Mina szukała drogi ucieczki, jej rzeczy pochłonął ocean, a bateria w telefonie wystarczała jedynie na wysłanie sygnału SOS. To jednak nie wszystko, co gorsza wszystkie ślady na niebie i ziemi wskazywały, że wyspa jest bezludna. Cóż, więc cel jest jasny: wydostać się jak najszybciej z wyspy. Na duchu na pewno nie podnosi bohaterki fakt, że odnajduje ona pozostałości po egzystencji ludzi na wyspie, którzy prawdopodobnie przepadli bez śladu. Twórcy otrzymali spore pole do popisu, niestety, jak szybko się przekonamy zmarnowali daną im szansę. Pierwszym i najpoważniejszym błędem jest praktycznie zerowa komunikacja Miny z innymi ludźmi. Swoje spostrzeżenia nasza bohaterka wymienia jedynie ze sobą, małpą i robotami. Gra nie porywa od pierwszych minut, pierwsze chwile na wyspie spędzamy na zbieraniu jedzenia i przedmiotów za pomocą których rozpalimy ognisko. Sądzę, iż taka „naciągana” rozgrywka szybko się nudzi, brakuje dramatycznych momentów, rozpaczy czy choćby zdenerwowania. Ciężko utożsamić się z bohaterką zbierając kokosy.
Warty podkreślenia jest fakt występowania w grze zagadek o różnorodnym charakterze. Program zaoferuje nam proste łamigłówki, które rozwiążemy w mgnieniu oka, trudniejsze, wymagające kojarzenia faktów oraz takie gdzie bez kartki i silnego wytężenia umysłu się nie obędzie. Wszystkie są porządnie przemyślane, a co najważniejsze – logiczne! Oczywiście mała łyżka dziegciu: zupełnie nietrafionym i fatalnym pomysłem było dodanie elementów zręcznościowych. Przecież w przygodówki gra się po to, by od nich odpocząć!
Przyszedł czas na poświęcenie paru słów sprawie interface’u. Zacznę od menu głównego, przygotowane ładnie, estetycznie i intuicyjnie. Bardzo szybko odnajdujemy interesujące nas opcje. Mamy do czynienia z klasyczną przygodówką „P&C” (point & click czyli wskaż i kliknij). Przedmioty przechowujemy w inwentarzu, który aktywujemy prawym przyciskiem myszy. Tam też wybieramy interesujące nas obiekty i łączymy je ze sobą. Jeśli już poruszyłem temat łączenia przedmiotów, to czeka nas tu inne rozwiązanie niż w Tajemnicy Zaginionej Jaskini. Po wybraniu przedmiotu w inwentarzu i kliknięciu na drugi pojawiają się znaki zapytania, które trzeba uzupełnić odpowiednimi elementami, aby otrzymać nowy przedmiot. Naszą postacią kierujemy za pomocą kursora, wskazując jej miejsce gdzie ma się udać. Wielka szkoda, że kursor nie zmienia kształtu na strzałkę, gdyż pojawiająca się kulka oznaczająca możliwość zmiany lokacji jest często nieczytelna. Jeżeli istnieje możliwość użycia przedmiotu, przy wskaźniku pojawiają się dwa koła zębate. To akurat dobre rozwiązanie. Podsumowując, Powrót na Tajemniczą Wyspę interfacem przypomina wiele gier tego typu. Smuci brak nowych rozwiązań, moim zdaniem każdy element powinien ulegać rozwojowi. Starzy wyjadacze będą czuli się jak w domu, nowi szybko odnajdą się wśród nieskomplikowanych opcji.
W grach przygodowych ważnym aspektem jest grafika. Zacznę może od omawiania przerywników filmowych, które nieodzownie budują klimat. Ludzie odpowiedzialni za cut-scenki zasługują na naganę. W miarę dobrze zostało wykonane jedynie intro i outro, za to reszta jest prawie że statycznym obrazem. Grafika ma swoje dobre i złe strony. Z jednej strony dobrze wykonana stylizacja (piasek, palmy itp.), z drugiej podobne lokacje czy zlewające się z tłem przedmioty. Jeśli poruszyłem już sprawę otoczenia, to warto dodać, że akcja nie ma miejsca jedynie na terenie otwartym, swoje kroki kierujemy m.in. ku wrakowi Nautilusa. Na tle całości grafika prezentuje się dobrze i jest silniejszą stroną tej gry: piękna woda, bujna roślinność oraz sylwetki zwierząt pokazują potencjał tytułu. Na pochwałę zasługują stosunkowo nieduże wymagania sprzętowe, a jak na kartę 64 MB, to można się tylko zachwycać. Z animacji postaci praktycznie w całości zrezygnowano, tak jak to miało miejsce w poprzednich tytułach z tej serii, postać zmienia lokalizacje skokowo. Rozgrywkę prowadzimy z perspektywy pierwszej osoby, a więc trzeba mieć oczy dookoła głowy, by nie przegapić ważnego przedmiotu. Często zdarza się tak, że jedno miejsce oglądamy 9 razy, a dopiero za 10 dostrzegamy jakiś mały punkcik, na który można najechać.
Oprawa dźwiękowa jest niewątpliwie piętą Achillesową gry. Zarówno jakościowo jak i estetycznie odbiega ona od dzisiejszych standardów. Brak odpowiednio dobranej muzyki daje wrażenie jakby przebywało się na wakacjach, a nie walczyło o życie. Brakuje podkreślenia klimatu ze strony dźwiękowej. Fakt, podczas przeglądania menu towarzyszy nam całkiem przystępna i miła dla ucha melodyjka, na plaży słychać szum morza, ale później … cicho, głucho albo nieprzystępnie.
Ostatnim elementem składającym się na polskie wydanie gry jest oczywiście polonizacja. Po raz kolejny zrezygnowano z nagrywania dialogów i przetłumaczono wyłącznie napisy. Długo mógłbym wytykać błędy w tłumaczeniu, „tę”, „tą”, to już po prostu skandal! Profesjonaliści, którzy biorą za to pieniądze robią takie błędy? Co do głosów postaci, aktorzy występujący w oryginalnej wersji zostali dobrze dobrani i wywiązują się ze swojej roli. W pudełku znajdziemy również bardzo skąpą instrukcje, zawierającą aż 16 stron! Mimo, że może to zabrzmieć trochę ironicznie, to w zupełności wystarcza. Pod względem językowym poradnik gracza wygląda całkiem dobrze.
Podsumowując, POWRÓT NA TAJEMNICZĄ WYSPĘ jest bardzo przeciętną grą. Całkiem solidnie wykonany tytuł, znów nudzi. Czy autorom brakuje pomysłów na ciekawsze przedstawienie historii? W tej przygodówce nie uświadczymy momentów trzymających w napięciu czy szybkiej i emocjonującej akcji. Program wygląda jakby zabrakło na niego pieniędzy lub chęci. Przy większym zaangażowaniu i sprawniejszemu opowiedzeniu fabuły mogliśmy otrzymać naprawdę grywalną grę. Szkoda kolejnej zmarnowanej szansy, mimo to sądzę, że z czystym sumieniem fanom przygody mogę polecić ten tytuł i życzyć dobrej zabawy. Rozwiąż więc tajemnice wyspy, legendarny duch kapitana Nemo będzie nad tobą czuwał. Cóż … niech moc będzie z tobą młody podróżniku!

Składam podziękowania za współpracę firmie IQ Publishing
n3gative
Powiązane:




















