» joszko | czwartek, 16-3-2006 9:44 |
|

Jak wyobrażacie sobie przyszłość? Powiedzmy taki XLI wiek… Myślicie zapewne o statkach kosmicznych przemierzających wszechświat, o rodzaju ludzkim kolonizującym coraz to nowe planety, wszystko jest piękne, ładne, poukładane… Piękna wizja nieprawdaż? Zbyt piękna. Dlatego ludzie z Games Workshop dorzucili do niego orków, siły chaosu, rasę obcych i Imperatora rządzącego ludźmi. Polali to jeszcze sosem z magii i zjawisk paranormalnych i otrzymali świat techno-fantasy. Świat Warhammera 40000.
Taki świat to niemalże idealny materiał na grę komputerową. Fani Warhammera na pewno mieli do czynienia ze strategiami takimi jak Rites of War, Chaos Gate czy też Final Liberation. Był też średnio udany FPP Fire Warrior. Wszystkim tym grom brakowało tego czegoś, co przykuwałoby do monitora nie tylko fanów figurek ze świata Warhammera 40000. To „coś” moim zdaniem ma Dawn of War. Nie jestem chyba w tym twierdzeniu osamotniony. Niektórzy posuwają się nawet do określania tej gry mianem „pogromcy Starcrafta”. Ale po kolei…
"Dopóki podli mutanci oddychają, nie może być pokoju. Kiedy serca obscenicznych heretyków nadal biją, nie może być odpoczynku. Kiedy niewierni zdrajcy nadal żyją nie może być przebaczenia."
Gdy rozpoczynamy grę jesteśmy świadkiem przybycia na tropikalną planetę Tartarus elitarnego oddziału Space Marines – Krwawych Kruków. Pojawiają się oni tam nie bez powodu. Otóż, planeta ta stała się obiektem napaści watahy orków. Ci natomiast są manipulowani przez Siły Chaosu. Wkrótce potem w konflikt wmiesza się tajemnicza rasa Eldarów. Mamy zatem niezły galimatias. Pięć ras, każda posiadająca swój cel, nie cofająca się przed niczym by go osiągnąć. W tle majaczy gdzieś wizja zagłady całego wszechświata, której trzeba zapobiec. Brzmi to dość „standardowo”, lecz nie dajmy się zwieść. Fabuła wciąga niczym chodzenie po bagnach. Doświadczymy wystarczająco wielu zwrotów akcji by śledzić bez wytchnienia przebieg wydarzeń.
Jak już napisałem w grze pojawia się pięć ras. Krwawe Kruki są elitarną jednostką Space Marines, formacji stworzonej przez Imperatora w celu obrony ludzkości przed ich wrogami. Do tych wrogów zaliczają się wszystkie pozostałe rasy. Orkowie są jak szarańcza. Żyją tylko po to by walczyć. Gdyby się zjednoczyli, nie byłoby siły we wszechświecie, która mogłaby ich powstrzymać. Na szczęście ich niepokorność sprawia, że walczą także między sobą. Siły Chaosu to Space Marines, którzy zdradzili Imperatora. Opętani przez Bogów Chaosu, którzy otumanili ich wizją nieśmiertelności. Eldarowie są dostojną rasą, która niegdyś rządziła wszechświatem. Teraz są ledwie namiastką potęgi, którą niegdyś stanowili, lecz nadal są siłą, z którą należy się liczyć. Dążąc do swoich celów nie cofną się nawet przed eliminacją całej rasy ludzkiej, jeśli będzie to konieczne. Każda rasa wygląda inaczej, ma inne budynki, jednostki, a nawet wymaga zmiany strategii.
"Śmierć Fałszywemu Imperatorowi! Śmierć słabiuteńkiemu Imperium Człowieka!”
Pierwszą rzeczą, jaką ujrzymy po włączeniu gry jest logo jej twórcy. Jest nim Relic – twórca sławnego (i uwielbianego przeze mnie Homeworlda). Później jest coraz lepiej. Oczom naszym ukazuje się intro. Jedne z najlepszych, jakie miałem przyjemność oglądać. Po obejrzeniu intra trafiamy do menu głównego gdzie czeka nas pierwszy zawód. Otóż w kampanii kierujemy poczynaniami tylko Space Marines. Z jednaj strony to dobrze, bo bardziej zżywamy się z główną postacią – Gabrielem Angelosem dowodzącym Krwawymi Krukami. Z drugiej strony 11 misji to trochę mało. Jeśli chcemy skosztować gry innymi rasami to musimy zagrać w trybie skirmish lub multiplayer. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło, bowiem tryb multiplayer jest bardzo dopracowany. Można nawet powiedzieć, że te 11 misji to taki wstęp do prawdziwej rozgrywki. Wróćmy jednak do kampanii… jak już wspomniałem, ilość misji jest niewielka. Nie oznacza to jednak, że uporamy się z nimi szybko. Mapy są duże, a i przeciwników sporo. Jeśli dodamy do tego dynamicznie zmieniające się cele misji to okaże się, że nudzić się nie będziemy.
Warto zauważyć, że Warhammer 40000: Dawn of War nie jest grą, w której dużą wagę przykuto do surowców. Są ich dwa rodzaje: Energia i Punkty Strategiczne (Requisition Points). Pierwszy rodzaj osiągamy budując elektrownie. Punkty natomiast dostajemy, gdy w nasze posiadanie dostanie się tzw. punkt strategiczny. Każdy nowy zdobyty punkt strategiczny oznacza coraz większy strumień płynących do nas punktów. Jak już napisałem, nie przykuto dużej uwagi do surowców. Skupiono się na akcji, która nieustannie sączy się z monitora. Aby uczynić grę bardziej dynamiczną zrezygnowano z kierowania poszczególnymi jednostkami. Tutaj kierujemy całymi oddziałami składającymi się z do 9 jednostek. Możemy do takiego oddziału dołączyć jednostki specjalne. Skoro jesteśmy już przy jednostkach to w kampanii do naszej dyspozycji dostaniemy piechotę w kilku rodzajach. Są też jednostki zmechanizowane: czołgi i mechy. Wszystko dopieszczone w najmniejszych detalach. W miarę jak zyskiwać będziemy nowsze technologie, możliwe stanie się zaopatrzenie naszych oddziałów w nowe bronie takie jak ciężki karabin maszynowy, miotacz płomieni, wyrzutnia rakiet czy też karabin plazmowy. Jednak musimy się liczyć z tym, że na każdy oddział przypada maksymalnie 4 marines, którzy mogą posiadać taką broń. Oznacza to potrzebę rozważnego dobierania broni w zależności od konkretnej sytuacji, tak by nasze wojska były skuteczne zarówno w dalekim jak i bliskim zasięgu. W Dawn of War nie samym uzbrojeniem wygrywa się bitwy . Liczą się także morale zarówno naszych oddziałów jak i wrogich. Gdy walczymy z przeważającym liczebnie wrogiem lub, gdy korzysta on z broni szczególnie negatywnie wpływającej na morale, nasze oddziały mogą wpaść w panikę, co oznacza spadek ich przydatności na polu bitwy. Na szczęście działa to też w drugą stronę. Aby tego uniknąć należy do oddziałów dodawać sierżantów, którzy zwiększają morale, a w trudnych chwilach potrafią przywołać ludzi do porządku. Podobny efekt zyskamy, gdy przyłączymy do oddziału jednostki specjalne.
"Co ludzie wiedzą o bólu? Wznosiliśmy pieśni lamentu jeszcze zanim wasi przodkowie wypełźli na swoich brzuchach z morza."
Teraz przejdę do elementu, który pewnie interesuje wielu, czyli – grafiki. Cóż… mogę z pełną świadomością powiedzieć, że graficy z Relic się postarali i to bardzo. Cała gra emanuje dbałością o szczegóły. Dotyczy to zarówno jednostek jak i map. Po prostu cud-miód… Wszystko jest w pełnym 3D. Do tego dochodzi całkowita swoboda w ustawianiu kąta widzenia kamery. Jednostki poruszają się naturalnie, nie chodzą z kijem od miotły w tyłku, jak, w co po niektórych grach. W czasie walki widać jak zadają ciosy. Szczególnie spodobała mi się animacja mechów. Zwłaszcza moment jak łapią w szczypce wrogą jednostkę, podnoszą do góry i łamią kości w uścisku. To naprawdę trzeba zobaczyć! Całość dopełnia fenomenalna oprawa dźwiękowa. Dźwięki brzmią realistycznie, a muzyka nieźle komponuje się w tło zmieniając się w zależności od sytuacji na ekranie monitora. I tak powinno być.
Jak dotąd wymieniłem niemal same zalety. Lecz Dawn of War nie jest bez wad. Po pierwsze brakuje edytora, który przy takiej małej ilości map moim zdaniem powinien się obowiązkowo pojawić. Innym problemem może być sztuczna inteligencja jednostek, a dokładnie to jej braki. Jak inaczej można wytłumaczyć sytuacje, kiedy w czasie przemarszu dużej ilości wojsk tworzy się chaos. Nie raz zdarzy się też, że powstanie drobny korek. Nie zdarza się to jednak zbyt często, przynajmniej ja tego nie uświadczyłem.
Burn the heretic, kill the mutant, purge the unclean…
Czas na werdykt. Dawn of War nie jest gra idealną, takie zdarzają się dość rzadko. Do stanu ideału brakuje jej jednak niewiele. Ma bowiem to „coś”, co przyciąga do monitora nie tylko fanów świata Warhammer 40000. Dlatego też gorąco polecam ją każdemu, kto poszukuje dobrego pretekstu do przesiedzenia przed komputerem całej nocy. Na początku tej recenzji napisałem, że niektórzy opisują tą grę jako „pogromcę Starcrafta”. Czy tak jest rzeczywiście? Prawdopodobnie tak, ale to każdy musi sobie ocenić sam.


joszko
Powiązane:























Kwiecień 20th, 2006 o 17:55
[...] » PC Wieści Jak podaje serwis Gameindustry.biz drugie rozszerzenie do gry Warhammer 40,000: Dawn of War (o którym już pisaliśmy) będzie nazywać się Dark Crusade. Dodatek opracowywany przez Relic Entertainment oferować będzie dwie nowe grywalne rasy (Necton i Tau), co powiększy liczbę raz w Dawn of War do siedmiu. Premiera planowana jest na jesień tego roku. [...]
Styczeń 20th, 2008 o 20:20
Gra jest w dechę !!! Niesamowity klimacik , mógłbym nawet powiedzieć , że jest naprawdę pogromcą Starcrafta !!! Piszę to z całą odpowiedzialnością , a grałem w Starcrafta lata całe !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Dodatki też są bajka , a Dark Crusade jest niesamowita , nie mogę dłużej pisać , bo gram w nią zawsze kiedy mam czas , a właśnie teraz mam …
Luty 29th, 2008 o 23:32
Gra jest zajebiaszcza !!! Ma w sobie to coś jak zresztą cała seria;) Bardzo podoba mi się jej klimat;)
Gram w tą gre kilka lat a się nie nudzi;) Ale cało swoją potęge pokazuje w multi, tam dopiero zaczyna się zabawa;) Ma również błedy jak to autor napisał, szczególenie problemy w przemarszu, ale mnie nie przeszkadza;) Teraz narazie Dark Crusade a pozostało nam czekać na Soulstorm;D