» joszko | czwartek, 16-3-2006 9:43

Wojna, wojna nigdy się nie zmienia…

Jakże łatwo zostać masowym mordercą. Wystarczy nacisnąć niewielki czerwony guzik i kilka miliardów ludzi zamienia się w kupkę popiołu. Nie raz świat stawał na krawędzi nuklearnego konfliktu. Na szczęście dla nas, zawsze udawało się z tego wybrnąć bez korzystania z „broni ostatecznej”. Jedną z takich sytuacji był kryzys kubański w 1962 roku. Nasi wschodni sąsiedzi z G5 Software postanowili sprawdzić, co by było, gdyby świat nie miał wtedy tyle szczęścia… Nie byłoby różowo. Zanim amerykańskie rakiety uderzyły w cele w Związku Radzieckim wystartowały rakiety radzieckie, później europejskie i chińskie. Po chwili w wielu miejscach na świecie dałoby się zaobserwować atomowe grzybki. I co teraz? Koniec ludzkiej cywilizacji? Nic z tych rzeczy. Ludzkość przetrwała. Cztery mocarstwa powstałe w wyniku wojny rozpoczęły Trzecią Wojnę Światową. Nie o dominację, lecz o przetrwanie…

Kryzys Kubański jest oparty na silniku graficznym znanym dobrze z gry Blitzkrieg. Ma on swoje lata i to widać. Nie mogę jednak porównać kryzysu do Blitzkriega, bowiem jest między nimi jedna zasadnicza różnica. Blitzkrieg jest RTSem a Kryzys… też, choć z pewnymi elementami gry turowej. Już wyjaśniam… Otóż, gdy rozpoczynamy grę, naszym oczom ukazuje się widok taktyczny przedstawiający mapę obszaru działań. Widać na niej nasze jednostki, jednostki wroga oraz różne strategiczne budynki, których zdobycie da nam różne bonusy. I tak na przykład zdobycie radaru pozwala nam widzieć ruchy wrogich jednostek w jego zasięgu. Natomiast magazyn z częściami zamiennymi lub z paliwem dodaje nam surowców, które możemy zużyć na produkcję nowych jednostek. Nie jest to jednak jedna z tych gier, w których zalewamy wroga nieprzebranymi ilościami jednostek. Tutaj mamy świat trwający w nuklearnej zimie, więc surowców jest niewiele, co implikuje niewielką ilość dostępnych jednostek. Oznacza to nie mniej nie więcej jak potrzebę dbania o każdą jednostkę. Możemy uzupełniać straty między poszczególnymi starciami, lecz nie ma co liczyć na odtworzenie całej armii. W tym momencie warto wspomnieć o jednej dość istotnej sprawie – gra jest trudna. Dostrzeżemy to zwłaszcza w momencie, gdy nasze czołgi wjadą w pole rażenia wrogiej artylerii. Wygląda to tak, że nagle nasze czołgi zaczynają wybuchać, a my nie wiemy co się dzieje. Jedyne, co może nas wtedy uratować to strategiczne wycofanie się na z góry upatrzone pozycje. Jest to jeden z bardziej denerwujących elementów gry, ale jeśli jesteś hardcorowym strategiem to raczej będzie to dla ciebie pestka ;)

Wspominałem już, że gra działa na silniku znanym z pierwszej części Blitzkrieg. To widać! Ten silnik lata swojej świetności ma już dawno za sobą. Najgorzej prezentuje się piechota, wyglądem przypominająca tą z Red Alert 2. W tamtych czasach piechota przedstawiała się nieźle, ale ile lat temu to było? Pięć! Żeby nie było, że tylko marudzę, to są też i dobrze zrobione elementy. Na przykład czołgi. One są trzonem każdej misji. Spod gąsienic czołgu wydobywa się kurz lub sypie śnieg. Z dysz lecą spaliny. Naprawdę ten element został dobrze dopracowany. Ale znów niejako przy okazji pojawia się nieciekawy element. Chodzi o rozjeżdżanie czołgiem różnych przeszkód. W recenzji Blitzkrieg 2 pisałem, że po najechaniu na drzewo w tamtej grze zamieniało się ono od razu w stertę latających liści. W kryzysie kubańskim natomiast drzewo po prostu… znika. Niestety nie dotyczy to tylko drzew, wszelkie przeszkody, na jakie wjedziemy (z wyjątkiem wraków, bo ich się nie da rozjechać) znikają. Przypomina to trochę usuwanie zbędnych budynków buldożerem w Sim City.

Jak już napisałem, Kryzys Kubański jest gra trudną. Nie chodzi tylko o nadzwyczaj duży zasięg wrogiej artylerii, lecz o całe dopracowanie gry, jeśli chodzi o szczegóły. Nie wystarczy, bowiem ruszać do przodu bez oglądania się na stan amunicji do karabinów i dział. W czasie gry jesteśmy bombardowani masą parametrów, na które musimy zwracać uwagę. Musimy uważać na ciężarówki z zaopatrzeniem i cysterny z paliwem, które są obecne na mapie. Tak więc, mamy mega realistyczną grę wojenną tyle, że można każdą bitwę ominąć klikając na przycisk Autocombat. Twórcy pomyśleli o tych, którym nie będzie się chciało walczyć w każdej bitwie i jeśli chcemy, możemy zlecić komputerowi symulowanie walki i dostarczenie nam wyniku. Wszystko fajnie, ale w ten sposób można przejść niemal całą grę!

Podsumowując, Kryzys Kubański jest raczej grą niskobudżetową na dobrym, sprawdzonym (choć starym) silniku graficznym. Ten niski budżet widać już od samego intra, które jest zlepkiem filmów archiwalnych i takich sobie animacji. „Target” gry określiłbym na starych wyjadaczy tego typu produkcji. Jeśli nie masz wystarczająco dużo samozaparcia by przechodzić razy kilka każdą bitwę, to gra nie jest dla ciebie. Co prawda mógłbyś ją przejść, podczas gdy bitwy za ciebie rozgrywałby komputer, ale powiedzmy sobie szczerze – co to za przyjemność?.


Info:

Gatunek: RTS/Strategia turowa
Oficjalna strona gry
Producent: G5 Software
Wydawca: 1C Company
Wydawca PL: Cenega
Cena: 29,90 zl
Ceneo

Wymagania:
Procesor: Pentium III 700 Mhz
Pamięć: 256MB RAM
Karta grafiki: 64 MB zgodna z DirectX 8.1
Napęd: CD-ROM x4
Miejsca na HDD: 2GB
System operacyjny: Win 98/ME/2000/XP

Składam podziękowania za współpracę firmie Cenega Poland

joszko

Podyskutuj na forum

Podziel się z innymi: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • Digg
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Gwar

Powiązane:

  1. X3: Konflikt Terrański
  2. X3: Konflikt Terrański
  3. X3: Konflikt Terrański – Ruszył pre-order w sklepie Cenega!
  4. X3: Konflikt Terrański Premiera wyczekiwanego symulatora kosmicznego już w sklepach!
  5. Chiński rząd zakazał farmowania złota w grach MMO


Voodoo Guild on Facebook


« »

Zostaw komentarz