» DeDark | sobota, 24-5-2008 1:11 |
|

Seria Command & Conquer zawładnęła wyobraźnią graczy w roku 1995 i od tego czasu wraz kolejnymi odsłonami udowadnia nam, że ma się dobrze. Pod drobnym skoku w bok w formie Command & Conquer: Generals przyszła pora na ponowne pokierowanie losami zainfekowanej tyberium planety. Czy i tym razem wojna między NOD i GDI jest równie emocjonująca? Są dwa sposoby by się przekonać: kupić grę lub… przeczytać tą recenzję.
Jeśli ktoś leżał zahibernowany prze ostatnie 13 lat śpieszę z wytłumaczeniem, o co chodzi. Otóż seria Command & Conquer przenosi nas na ziemię, na której niczym zaraza rozprzestrzenia się tyberium, minerał nieznanego pochodzenia. Tereny, na których występuje stają się skażone i ludzie nie są w stanie na nich żyć. Świat podzielono na trzy rodzaje stref. W czerwonej nie ma warunków dla utrzymania się życia, w żółta jest skażona, lecz ludzie mogą na niej żyć. Obie zajmują największą część ziemi. Pozostałe rejony to tzw. strefa niebieska najmniej skażona. Podział na strefy odzwierciedla również strefy wpływów. GDI (Global Defense Initiative) zwalcza tyberium i kontroluje niebieskie strefy. Brotherhood of NOD kierowane przez charyzmatycznego przywódcę Kane’a kontroluje resztę świata i uważa, że ten pierwiastek jest elementem ewolucji człowieka.
Jak się można domyślać obie strony konfliktu nie przepadają za sobą i toczyli już dwie wielkie wojny (C&C oraz C&C: Tiberian Sun). Ostatnio jednak wszystko jakoś przycichło. Lecz jest to jedynie cisza przed burzą. W roku 2046 NOD za pomocą rakiety z głowicą jądrową niszczy stację kosmiczną, na której znajdowało się całe dowództwo GDI. Kane żyje a do gry dołącza trzeci zawodnik z kosmosu. Rozpoczyna się trzecia wojna o tyberium.
Dostępne są jednak tylko dwie kampanie za to okraszone przerywnikami filmowymi będącymi znakiem rozpoznawczym serii. W Kane wcielił się po raz kolejny Joseph D. Kucan. Oprócz tego zobaczymy inne znane osobistości takie jak Josh Holloway (Lost), Tricia Helfer (Bettlestar Galactica), Michael Ironside (Top Gun, Starship Troopers, głos Sama Fishera w serii Tom Clancy’s Splinter Cell), Billy Dee Williams (Star Wars Episode V: The Empire Strikes Back, Star Wars Episode VI: The Return of the Jedi, Batman), Grace Park (Battlestar Galactica) i Jennifer Morrison (House, M.D.). Niestety żadna z odgrywanych przez nich postaci nie wybija się ponad przeciętność. Dialogi są pełne patosu i nie zachwycają. Lecz można powiedzieć sobie szczerze, że w żadnej z odsłon serii nie były idealne. Ważne, że fabuła jest na ciekawa, filmy ciekawie się ogląda… przynajmniej za pierwszym razem. Kampanie zazębiają się tak, więc często w jednej kampanii będziemy musieli naprawiać to, co popsuliśmy grając drugą stroną w drugiej kampanii. Gra jest prawie liniowa. Znaczy to, że w danej strefie jest kilka misji, które należy wykonać. Czasem możemy wykonywać je w dowolnej kolejności. To wszystko.
Jeśli chodzi o rozgrywkę to wydaje mi się, że mamy do czynienia z twórczym rozwinięciem tego, z czym mieliśmy do czynienia w Red Alert 2. Tak, więc jeśli mieliście do czynienia, z którąś z wcześniejszych gier z serii to tutaj będziecie czuć się jak w domu. Interfejs jest taki, jaki był zanim namieszano w Generals. Ekonomia nadal jest maksymalnie uproszczona – mamy tylko jeden surowiec, którym jest tyberium. Wydobywa się z czegoś, co wygląda jak krater i osiada na okolicznym terenie. Nam pozostaje jedynie wysłać żniwiarki żeby go zebrały. Innym sposobem zdobycia gotówki jest przejęcie za pomocą inżyniera iglic wydobywających tyberium, które wydobywają regularnie drobne ilości surowca. To nie wszystko – istnieje również możliwość przejęcia umieszczonych na mapie silosów. Tyle w kwestii ekonomii…
Jak zatem widać mamy do czynienia z grą, w której liczy się przede wszystkim akcja. Jest ona dość intensywna. Jednak nie ma, co marzyć o masowej produkcji jednego typu jednostek i zalaniem nimi wroga. Każdy rodzaj jednostek ma swoje wady i zalety. Nie istnieje coś takiego jak jednostka uniwersalna. Wymusza to zróżnicowanie armii – tak by wszystkie nasze czołgi nie poległy w starciu z jednostkami latającymi wroga. Wszystkie trzy strony konfliktu posiadają odpowiednio zbilansowane siły i każda jednostka z jednej strony dysponuje swoim odpowiednikiem o podobnych umiejętnościach u pozostałych frakcji. Nie dotyczy to jedynie najpotężniejszych jednostek. GDI dysponuje wspomnianym już czołgiem Mamut, który po wszystkich dostępnych modyfikacjach staje się jednostką nie do zatrzymania, zwłaszcza, gdy występuje w większej liczbie. NOD może zaoferować Avatara – wielkiego mecha o dość imponujących możliwościach. Jednostki trzeciej frakcji, (która jest grywalna jedynie w trybie multiplayer lub potyczki) znacząco różnią się od pozostałych. Twórcy gry silili się by stworzyć rasę obcych, która nie będzie powielała już istniejących schematów, jednak nie do końca im się to udało. Otóż widać inspiracje różnymi filmami czy tez grami. Machina krocząca, jedna z potężniejszych jednostek, wygląda jakby była żywcem wyjęta z Wojny Światów. Wielkie jednostki naziemne mają to do siebie, ze po ich pokonaniu na polu bitwy pozostają zniszczone pancerze, które dzięki pomocy inżynierów mogą stanąć do walki po naszej stronie.
Wraz z rozbudową bazy zyskiwać będziemy dostęp do kolejnych funkcji specjalnych. Oprócz znanych z poprzednich odsłon serii Ion Canon i bomby atomowej pojawiły się także mniej dewastacyjne możliwości takie jak przyzwanie w konkretne miejsce jednostek czy też włączenie osłony maskującej. Na prawdę jest, z czego wybierać. Najpotężniejsze opcje mogą bardzo wpłynąć na przebieg rozgrywki, pozostałe mogą również nieco namieszać. Oczywiście każda ze stron posiada własne unikalne opcje.
Graficznie Command & Conquer 3 bardzo przypomina to, z czym mieliśmy do czynienia w roku 2000 kiedy to na rynku zadebiutowała gra Red Alert 2. Najwidoczniej uznano, że skoro ta konwencja się sprawdziła to nie ma potrzeby jej zmieniać. Nie oznacza to, że naszym oczom ukaże się grafika rodem z gry mającej już osiem lat. W tej grze zastosowano nowy silnik graficzny generujący dość szczegółową grafikę z możliwością przybliżania i oddalania widoku (w dość ograniczonym stopniu, ale zawsze). Jednocześnie jest na tyle zoptymalizowany, że zadziała nawet na słabszym sprzęcie. Czym się przejawia wspomniana wyżej szczegółowość? Cóż… za długo byłoby wymieniać, najbardziej rzucają się w oczy efektowne eksplozje (czy tez implozje w przypadku budynków Scrin), jednostki powietrzne przemieszczając się wzbijają obłoki kurzu i widać jak z dysz wydobywa się ciepłe powietrze. Oprawa dźwiękowa prezentuje równie wysoki poziom. Odgłosy żołnierzy są zróżnicowane i często w trakcie kampanii wygłaszane są komentarze na temat sytuacji na mapie mające budować klimat gry. Jeśli chodzi o muzykę to zwraca ona na siebie zbyt wiele uwagi. Od czasu do czasu włączy się jakiś ciekawy motyw muzyczny, lecz daleko im do tego, co znamy z poprzednich odsłon serii. Całe szczęście prezentują na tyle wysoki poziom, że muzyka nie irytuje i nie chce nam się jej wyłączać po pewnym czasie.
Polska wersja gry okraszona została kinowym spolszczeniem. Czyli w trakcie filmików między misjami osoby nieznające języka Shakespeare’a będą musiały czytać napisy. Tłumaczenie jest poprawne, jednak czasem zdaje się być robione trochę na siłę, bowiem spolszczone nazwy jednostek brzmią trochę komicznie. No i w angielskiej wersji zwracają się do nas per Commander a w polskiej jesteśmy… komendantem. Trochę to nie pasuje do świata gry.
Opisałem poszczególne elementy składowe gry. Jednak nawet najlepsze elementy, jeśli nie zostaną odpowiednio połączone w całość stworzą kolejnego gniota, którym nie warto się nawet interesować, żeby niepotrzebnie się nie denerwować. W tym przypadku nie ma się jednak, o co martwić, bowiem to, co wyszło ludziom z Electronic Arts jest po prostu REWELACYJNE! Przykładem tego niech będzie fakt, że rozpoczynając kampanię GDI zakończyłem następnego dnia rano bowiem gra jest tak wciągająca, że nie zauważa się upływu czasu. A oprócz kampanii mamy również tryb multiplayer równie wciągający z rankingami, statystykami.
W czym tkwi sukces Wojny o Tyberium? Jest to esencja serii Command & Conquer – szybka akcja, prostota i wciągająca fabuła – okraszona sosem niezłej oprawy graficznej i dźwiękowej ze szczypta magii, która jak się okazuje nie zginęła po przejęciu studia Westwood przez Electronic Arts. W tym przypadku wszystkie elementy składowe zadziałały razem w sposób niemal idealny. Jednym słowem, jeśli jeszcze nie zagrałeś to czas nadrobić zaległości!

Marcin “joszko” Brzeski
Powiązane:
- Gwiazdy Hollywood wystąpią w oficjalnym dodatku do Command & Conquer 3: Wojny o tyberium
- Command & Conquer 3: Wojny O Tyberium – Premiera 30 marca!
- Command & Conquer 3 Wojny o tyberium w Multikinach!
- Pierwsze starcie Command & Conquer 3 Wojny o Tyberium rozstrzygnięte na korzyść GDI!
- Command & Conquer 3 Wojny o Tyberium w high definition na Xbox 360!













Maj 24th, 2008 o 1:47
[...] Ciąg dalszy recenzji na łamach serwisu Voodoo Guild. [...]