» DeDark | piątek, 4-4-2008 0:10

Miastem włada mroczna siła,
Trzej przestępcy są uwięzieni w środku.
Ich jedyną szansą jest wyeliminowanie źródła zła.
I uciec stamtąd.


W życiu trzeba być gotowym na wszystko. Bowiem nie wszystko, co ma raj w nazwie nim właśnie jest. Weźmy na przykład opisywaną przez mnie grę. Już sam wstęp (kwestie narratora widzicie powyżej) daje do zrozumienia, że raju nie będzie. W zasadzie to od razu widać, że mamy do czynienia z grą za dwadzieścia złotych bez jednego grosza.


Z czym mamy do czynienia? Cóż… Fabuła kręci się wokół tytułowego Paradise City pełnego różnego rodzaju szumowin, podzielonego na strefy wpływów gangów, nad którym wszyscy nie wiadomo dlaczego chcą zyskać kontrolę. Pojawia się tam pewien agent NSA zwący się Kovacs, który najwyraźniej nie znając maksymy „zło dobrem zwyciężaj” postanawia załatwić bandytów ich własną bronią. Tutaj wkracza trójka głównych bohaterów. Każdy z nich to osoba, której z pewnością żaden sąd nie uznałby za niewinną. Poprzez obycie w miejscowym półświatku stali się idealnymi kandydatami na ochotników, którzy wykonają zadanie. Jako, że każdemu z nich podwinęła się noga Kovacs złożył im propozycję nie do odrzucenia – albo będą dla niego pracować ku chwale ojczyzny albo resztę życia spędzą w więzieniu (lub gorzej). Któż by się oparł takiej ofercie.

Nasi bohaterowie to Nicholas Porter, Angela Vargas i Boris Chakov. Każdy z nich specjalizuje się w innym stylu walki. Porter to złodziej specjalizujący się w broni palnej, Vargas ma doświadczenie w walkach ulicznych, w których najlepiej czuje się korzystając z noża. Natomiast Chekov to skorumpowany agent FBI, który do załatwiania brudnych interesów ma innych ludzi. Nie mamy wyboru, którą postacią kierujemy, po prostu każdą misję rozpoczynamy w innym ciele i z nieco innej perspektywy. Jak się bowiem można domyśleć rozgrywka będzie się nieco różnić w zależności od tego kim będziemy kierować. Niewiele, ale zawsze.

Escape from Paradise City o połączenie dwóch gatunków, które od jakiegoś czasu deweloperzy lubią ze sobą łączyć, czyli RPG i RTS. To, że mamy do czynienia z elementami zaczerpniętymi z pierwszego gatunku przejawia się możliwością zdobywania doświadczenia, statystykami postaci oraz zdolnościami. Dzięki nim stajemy się lepsi w walce, lepiej celujemy, szybciej regeneruje się zdrowie, możemy dowodzić większą liczbą zbirów. Niestety drzewko umiejętności jest takie samo dla każdej postaci a wszystkie skupiają się na jednym – walce. Są ładnie opisane, lecz przekładają się tylko na zadawane obrażenia. W czasie gry znajdujemy również przedmioty, które przydają się w rozgrywce. Przy ciałach wroga można znaleźć drinki alkoholowe (tak, wiem, też się zdziwiłem) oraz takie trywialne rzeczy jak apteczki, broń i pancerze. A gdzie elementy strategii? Otóż musimy jak każdy szanujący się gangster dbać o finanse i wyposażenie swojego mięsa armatniego. Każda przejęta przez nas dzielnica oznacza szerszy strumień płynących do nas pieniędzy. Wymienione elementy teoretycznie powinny w sumie dać całkiem niezłą grę. Jak wychodzi w tym przypadku?

Zacznijmy od głównego elementu gry, czyli zdobywania terytorium oraz walki. Zdobywanie kontroli polega na tym, że trzeba załatwić wszystkich bandziorów na danym terytorium a następnie trzeba znaleźć lokalnego watażkę, (co nie jest wcale trudne – jego melina jest wyraźnie zaznaczona na mapie) i użyć argumentów siłowych by przeszedł na naszą stronę. Następnie wyrusza on w tourne po okolicy obwieszczając wszystkim ważniejszym postaciom, że teraz my tu rządzimy. Dzięki temu będziemy mogli m.in. kupować broń u lokalnego sprzedawcy czy tez polepszyć swoje umiejętności pobierając nauki u lokalnego „mędrca”. Tak to wygląda. I to wcale nie było uproszczona wersja – to na prawdę jest proste. Oprócz zdobywania kolejnych melin, można również wykonywać zadania zlecone przez cywili. Od czasu do czasu znajdzie się ktoś gotowy zapłacić za np. zabicie określonej liczny bandytów w określonym czasie. Po co? Nie wiadomo, może dla zabawy.

Jeśli chodzi o samą walkę to jest nudna jak oglądanie padającego śniegu. Z początku wygląda to ciekawie, ale ile można patrzeć na padające płatki śniegu. Z Escape from Paradise City jest podobnie. Przez pierwsze piętnaście minut wygląda to ciekawie potem, gdy uświadomiłem sobie, że każda walka wygląda tak samo emocje opadły. W końcu ile można się emocjonować tym, że nasza przeciwnicy stoją blisko siebie, na wyciągnięcie ręki lub nawet bliżej i strzelają a my patrzymy jedynie czy pasek zdrowia naszego bohatera nie zmniejszył się za bardzo. Gdy za bardzo oberwie nie trzeba nawet korzystać z apteczki, wystarczy odejść kawałek (wrogowie szybko się zniechęcają do pościgu) i poczekać aż zdrowie samo się zregeneruje. Niestety ten sam proces obowiązuje też innych bandziorów i po kilku chwilach są jak nowo narodzeni. Potyczki urozmaicać miały dodatkowe zdolności takie jak trafienia krytyczne czy tez powalenie przeciwnika na ziemie, lecz cały urok psuje to, że w zasadzie używamy zdolności, czekamy aż się zregeneruje i znów to samo dopóki przeciwnik nie padnie.

Jeśli chodzi o to, co widzimy na monitorze to widok nie powala. Gra ukazała się w zeszłym roku, lecz wygląda na starszą. Tak, więc mamy do czynienia ze światem 3D z kamerą, którą można dowolnie ustawiać (choć w pewnych granicach i czasem budynki nie chcą się zrobić przeźroczyste i nie widać co się dzieje na ulicy). Są nawet efekty pogodowe. Wygląda to schludnie, lecz nie powala. Zresztą zerknijcie na screeny. Uwaga moją przykuły za to obecne w grze reklamy. Na ścianach budynków są umieszczone billboardy a na nich oprócz reklamy telefonów Nokii także te przedstawiające inne gry, przy których brało udział przedsiębiorstwo Focus Home Interactive – a mianowicie Loki, Runaway 2 czy też Trackmania United. Nie jest to, co prawda uciążliwe, ale rzuca się w oczy. Jeśli chodzi o doznania audio to są one dość skąpe. Muzyki nie uświadczymy, nasi bohaterowie od czasu do czasu uraczą nas jakąś odzywka w stylu macho, odgłosy broni są poprawne i… w zasadzie to wszystko.

Czas na podsumowanie. Cóż.. Escape from Paradise City grą roku nie zostanie. Dołączy raczej do grona niskobudżetowych produkcji traktujących o świecie przestępczego półświatka – a trochę ich już było – którym zabrakło „tego czegoś” by stać się w pełni grywalną grą, która nie nudzi po chwili. Mogło być lepiej, zdecydowanie. Minusem jest także fakt, że mimo tego, co jest napisane na pudełku nie udało mi się gry uruchomić na komputerze z systemem Windows Vista. Jest tez tryb multiplayer, lecz bardzo ciężko a wręcz niemożliwe jest znalezienie kogoś kto by chciał w to zagrać po sieci. Są gry, które za dwadzieścia złotych bez jednego grosza bawią o wiele lepiej.

Info:

Gatunek: RTS/RPG
Oficjalna strona gry: www.paradisecity-the game.com
Producent: Sirius Games
Wydawca: cdv Software Entertainment AG
Wydawca PL: City Interactive
Cena:19,99 zł




Wymagania:
Procesor: Pentium 4 2 Ghz/AthlonXP 2000+
Pamięć: 512 MB RAM
Karta grafiki: 64 MB, kompatybilna z DirectX 9 (GeForce 4 Ti/Radeon 8500)
Napęd: DVD
System operacyjny: Windows 2000/XP/Vista

Składam podziękowania za współpracę firmie City Interactive

Marcin „joszko” Brzeski

Podyskutuj na forum

Podziel się z innymi: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • Digg
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Gwar

Powiązane:

  1. Samoloty w Paradise City
  2. Double XP Weekend w City of Heroes i City of Villains
  3. Sin City również „nierzeczywiste”
  4. Dwuślady w Burnout Paradise już w sierpniu
  5. Nowe wieści na temat motocyklów w Burnout Paradise


Voodoo Guild on Facebook


« »

1 komentarz do “Escape from Paradise City”

  1. Escape from Paradise City | joszkolandia napisał:

    [...] Ciąg dalszy recenzji na łamach serwisu Voodoo Guild [...]

Zostaw komentarz