» DeDark | niedziela, 23-3-2008 3:40 |
» Retro |

Każdy, jako dziecko chyba miał taki okres, w którym marzył o tym żeby zostać policjantem, albo strażakiem, albo śmieciarzem albo… Skupmy się jednak na pierwszej postaci – policjancie. Któż nie chciał po obejrzeniu w telewizji przygód porucznika Borewicza lub Policjantów z Miami stać się obrońcą uciśnionych i dzierżąc pistolet kaliber 44 w ręce staną twarzą w twarz z osobami łamiącymi prawo. Pewnie nie każdemu udało się zrealizować dziecięce marzenia, ale, od czego są gry komputerowe?
Wspomnień czar…
W czasach mojej młodości, gdy nie było komputera w niemal każdym domu chodziło się do salonów gier by tam wyżywać się na automatach. Oprócz Mortal Kombat oraz Cadillacs and Dinosaurs w pamięci utknęła mi gra Virtua Cop 2. Wcielaliśmy się w niej w policjanta i za pomocą plastikowego pistoletu strzelaliśmy do pojawiających się na ekranie hord bandytów. Później pojawiła się wersja na PC a pistolety zastąpiła myszka. Teraz każdy mógł spełniać swoje dziecięce marzenia w domowym zaciszu.
Policjanci z jajami
Jak już pozaciemniałem w tej grze, jako policjant eksterminujemy wręcz całe zastępy bandytów wszelkiego pokroju. Przedzieramy się przez trzy etapy o różnych poziomach trudności. W pierwszym, najłatwiejszym udaremniamy napad na sklep jubilerski, w kolejnym o średnim poziomie trudności ratujemy burmistrza znajdującego się na porwanym przez terrorystów statku. W ostatnim i zarazem najtrudniejszym udaremniamy terrorystom wysadzenie metra. Każdy z tych etapów okraszony jest przeogromną liczbą kamikadze pchających się pod lufę i kończy się spotkaniem z bossem. Gdy ukończymy wszystkie trzy etapy spotkamy się z bossem ostatecznym, szefem organizacji stojącej za wszystkimi wydarzeniami z trzech etapów. Co ciekawe możemy je przechodzić w dowolnej kolejności.
Pif! Paf!
Przez większość czasu korzystać będziemy ze zwykłego pistoletu o niezbyt pojemnym magazynku, o którego uzupełnieniu może zdarzyć się nam w ferworze walki zapomnieć. Dodatkowo od czasu do czasu znajdziemy dodatkowe bronie typu karabin, pistolet Magnum czy też klasyczny shotgun. Nie dają one może większej siły ognia (bo i tak wszyscy – poza bossami – giną od jednego strzału niezależnie od tego, w co trafimy) ale za to cześć z nich ma większe magazynki co pomaga w grze.
Pikseloza
Jeśli chodzi o grafikę to nie uświadczymy tu ani krzty akceleracji grafiki. Cała grafika jest przetwarzana programowo. Jednak, szczerze powiedziawszy, to nie przeszkadza. Nie mamy czasu żeby zastanawiać się na kanciastością wyskakującego zza rogu draba tylko od razu częstujemy go zalecaną przez lekarzy dawką ołowiu.
You will never walk alone
Na szczęście nie musimy samotnie stawiać czoła przestępczości zorganizowanej. Jak na grę o konsolowo-automatowym rodowodzie przystało możliwa jest gra dwóch graczy jednocześnie. Niestety o ile na innych platformach wszyscy gracze mieli równe szanse, bowiem korzystali z takich samych urządzeń sterujących (pad, pistolet) to komputery osobiste mają z reguły tylko jedną myszkę. Oznacza to, że drugi gracz zmuszony jest do korzystania z klawiatury (o ile nie ma pada pod ręką). Nie muszę chyba mówić jak nieprecyzyjna jest gra za pomocą klawiszy.
Werdykt
Ogólnie rzecz biorąc gra jest bardzo wciągająca. Eksterminacja przeciwników przebiega bardzo szybko, nasz refleks się doskonali. Jest super… dopóki nie trafimy na najpoważniejszą wadę gry. Jest krótka! Mamy do dyspozycji tylko trzy epizody, z czego każdy można ukończyć w ciągu kilkunastu minut. Być może sprawdzało się to na automatach, ale PC to już zupełnie inna bajka. Mimo tego, szczerze polecam te grę chociażby, dlatego, że niewiele gier z tego gatunku zawitało na pospolite blaszaki.
Marcin „joszko” Brzeski
Powiązane:












Marzec 23rd, 2008 o 20:25
[...] Ciąg dalszy wspomnień na łamach Voodoo Guild [...]