» DeDark | czwartek, 9-8-2007 1:24 |
|
Jeżeli chodzi o wschodnioeuropejskie studia programistyczne, spod klawiatur których wychodzą gry komputerowe, to mogę stwierdzić, że ostatnie lata były dla nich istnym renesansem. Zarówno Polska, jak i kraje nam ościenne zaczęły pod względem technicznym doganiać (przeganiać) koncerny z zachodu, czy dalekiego wschodu. Mamy jednak jedną przewagę – my wciąż posiadamy świeże pomysły. Próbują to potwierdzić panowie z ukraińskiego studia Deep Shadows, odpowiedzialni między innymi za grę Boiling Point. Ich najnowsza produkcja – Precursors, ma wnieść do lekko skostniałego gatunku gier FPS nieco świeżości, które jest w obecnej dobie „sequelomanii” nadzieją na lepszą przyszłość.
Gra Precursor będzie hybrydą tego co najlepsze w Halo, Gwiezdnych Wojnach, oraz samym Boiling Pointcie, a wszystko to okraszone zostanie niemałą dawką statystyk rodem z gier Role Playing. Cała fabuła przeniesie nas w odległą przyszłość, gdzie galaktyka nasza rodzima zaludniona została przez rasy obcych nam obecnie istot. Ziemianie jednak, jak to Ziemianie honor swój mają i zapędy do dominacji nad wszystkim co żywe, bądź martwe okazać prędzej, czy później musieli. I jak zawsze w takich sytuacjach bywa, więcej z tego wynikło dla ludzkości kłopotów, aniżeli pożytku. Bardzo szybko między wszystkimi rasami rozgorzała rywalizacja na polu przemysłu, handlu i szeroko pojętych usług. Jednym słowem mówiąc – makroekonomia na mikroskalę, czyli intergalaktyczny kapitalizm. W tym całym rozgardiaszu wcielisz się w jednego z ziemian i… zostaniesz rzucony na pastwę losu i własnych poczynań. W tym momencie tylko od ciebie zależeć będzie, jaką ścieżką ruszy fabuła oraz, co bardziej oczywiste, jak postrzegany będziesz przez innych, zarówno ludzi, jak i kosmitów. Tutaj to ty wybierasz jakim zajęciem chcesz się parać. Handlarz, pirat, złodziej, chłopak na posyłki, czy nawet żołnierz – z dotychczasowych zapowiedzi wynika, że zająć będzie można się niemal wszystkim i niczym. Autorzy dotychczas wspomnieli o 250 różnorodnych misjach, których większa część nie ma jednak powiązań z fabułą i stanowi tylko dodatkowe źródło zarobku. Oczywiście tylko od ciebie zależeć będzie, czy je wykonasz, czy wprost olejesz.
Misje wykonywać będziesz w przeróżnych sceneriach na polecenia przeróżnych typków. A wszystko to dzięki bogatemu w kilometry kwadratowe i niezwykle ciekawe miejsca światu… a raczej światom. Do naszej dyspozycji oddane zostanie kilkadziesiąt planet, oraz kilkanaście statków, które nas między tymi planetami przewiozą. W większości z nich możemy sami zasiąść za sterami, przy okazji wywołując małą wojnę na orbicie, bądź korek na międzygwiezdnej. Są jednak także transportery, które przewiozą nas w wyznaczone miejsce, bez obawy, że pogrążą nas nasze słabe umiejętności pilotażu, bądź nawigacji w przestrzeni kosmicznej. Autorzy zachwalają, że największe statki, które można zwiedzić, będą miały nawet 10 kilometrów długości (!). Samo więc zwiedzenie takiego pojazdu zajęłoby kilka godzin. Równie różnorodne mają być planety, które żywo przypominają te z filmu o Skywalker’ach. Mamy bezkresne pustynie, bagniste lasy, ogromne zabudowy i małe, dzikie wioski u podnóża wulkanu. Wszystko to w pełni interaktywne i bogate w skarby, tudzież osobniki gotowe nam je wskazać (czasami są niegotowi, wtedy trzeba ich ugotować).
Większość misji, które będziemy wykonywać będą działy się na powierzchniach planet, ale autorzy zapowiadają, że dużą część czasu spędzimy także w przestworzach. Głównym aspektem fabularnym będzie pojedynek między rasami, o którym wspominałem wcześniej. Na początku ilość naszych zleceniodawców sprowadzi się do kilku ludzi, którzy mają małe problemy z natrętnymi i niezwykle konkurencyjnymi przybyszami. Później jednak będziemy mogli wspomóc także tę druga stronę a wszystko co będziemy chcieli zrobić ograniczy jedynie nasza wyobraźnia, wyposażenie i zdolności. W sumie na każdej planecie, czy statku znajdzie się ktoś, kto raczy zapłacić za przysługę, lub po prostu pohandlować towarami zdobytymi przez naszego bohatera w czasie przygody. Nie zapomnijmy jednak, że niektórzy mają co do nas nieco inne zamiary. W końcu nie tylko my jesteśmy na tym świecie dobrzy i tani.
W każdej chwili jednak możemy zrezygnować z podążania za głównym wątkiem fabularnym i oddać się eksploracji światów przedstawionych. Wszystkie planety mają obfitować w różnorakie skarby oraz stwory, które bez walki ich nie oddadzą. W tym momencie pojawia się jeden z ważniejszych aspektów produkcji, czyli walka. Do użytku zewnętrznego ze strony naszego bohatera otrzymamy kilka niezmiernie ciekawych pukawek, które, jak żywo, przypominają to, co dane mi było oglądać w Halo. Główny podział arsenału możemy dokonać ze względu na „żywotność” naszej broni. Otóż jedne bronie żyją, a inne nie. Może wydawać się, że strzelanie z wielkiego owada jest innowacyjne, ale takie rozwiązania znamy już z pierwszego Half – Life’a. Broń będzie najlepszym i zarazem jedynym wiernym przyjacielem głównego bohatera, gdyż bez niej oddalenie się z wytyczonej i udeptanej ścieżki kończyłoby się szybciej, niż by się na dobre zaczęło. Zabite potwory, ludzie i obcy będą zostawiali po sobie małe pamiątki. Od futra, czy kłów, przez bronie aż do ciekawych przedmiotów, których będziemy mogli używać w niektórych sytuacjach. W naszych wyprawach pomogą nam także pojazdy. Do tej pory autorzy potwierdzili obecność trzech samochodów, trzech mechów, trzech helikopterów i trzech czołgów. Podczas poruszania się nimi widok zostanie zmieniony na TPP (Halo, Unreal Tournament), co ma ułatwiać sterowanie.
Jeżeli chodzi o engine gry, to jest to mało popularny silnik graficzny Vital Engine v2.5, który generuje dość ładne widoczki na dużą skalę. Według zapewnień autorów przemieszczanie się po powierzchniach planet nie będzie przerywane żadnymi paskami „loadingu”, a same planety będą wczytywane podczas podróży w przestrzeni. Brzmi nieźle, tylko ile pamięci RAM będzie potrzebne? Przy tak rozległym świecie nie da się jednak uniknąć powtarzalności krajobrazów i otoczenia. Widać to najlepiej na screenach z wnętrz statków kosmicznych, które nie dość, że są do siebie podobne, to jeszcze wyglądają jak wyjęte wprost z Halo 2. Bardzo ładnie, już na obecnym poziomie produkcji, wyglądają natomiast wybuchy. Zniszczyć można dosłownie wszystko a każda rzecz/budynek/statek ma własny system detekcji zniszczeń i kolizji. Strzał rakietnicą w zbiornik paliwa wielkiego transportera spowoduje powolne palenie się od środka, aż w końcu cały pojazd rozleci się na kawałki pozostawiając smugi ognia i dymu. Miło – każdy szanujący się piromaniak doceni starania twórców. Ogólnie rzecz biorąc grafika nie prezentuje się jednak jakoś niesamowicie. Jest dobra, ale nic ponad to. Widać, że gra jest przygotowywana od kilku lat. Zapewne gdyby ukazała się rok temu na grafikę nikt by jeszcze tak nie narzekał. Jak będzie w praktyce – dowiemy się już w okolicach listopada.
Na obecnym poziomie gra zapowiada się interesująco. Ładna grafika, duża ilość qestów, otwartość świata i całkowita nieliniowość będą zdecydowanymi atutami gry Precursors. Szkoda jednak, że autorzy nie zdradzają zbyt wiele odnoście samej fabuły i kontaktów bohatera z NPC’ami, które mają być podobno bardzo rozbudowane. No cóż… pozostaje czekać na dalszy rozwój wydarzeń i wyczekiwać jesieni, kiedy to Prekursorzy mają trafić na sklepowe półki.
Bartłomiej „Serafin” Sieja
Powiązane:



















