» DeDark | poniedziałek, 26-2-2007 4:07 |
|

Rzymskie legiony docierają pod Waszyngton. Rozpoczyna się oblężenie miasta. Próby podpisania porozumienia pokojowego spełzły na niczym gdyż Abraham Lincoln nie jest w stanie zapłacić tyle ile chce Juliusz Cezar. W międzyczasie Rosjanie zdobywają ostatnie miasto Azteków. Niemożliwe? W Cywilizacji wszystko jest możliwe, to my kreujemy historię świata i dlatego właśnie ta gra jest aż tak wciągająca…
Postawiono mnie przed trudnym zadaniem. Jak bowiem napisać ciekawy tekst o grze o której wszyscy wiedzą już wszystko. Grze będącej częścią serii która zapisała się złotymi zgłoskami w historii komputerowej rozgrywki. Na dodatek Civilization 3 to ma już swoje lata. Dlatego też każdy (lub przynajmniej większość) miała już z nią styczność lub przynajmniej przeczytał recenzję (a tych jest w internecie bez liku). W tym momencie zaczynam zastanawiać się jak ja się w to wpakowałem…
Oczywiście nie żałuję, że w grę zagrałem. Takiego cudownego pożeracza czasu nie można nie lubić. Choć zasady gry nie zmieniły się od 1992 roku to każdy powrót do gry trwa przyjemniej jeden dzień – cały dzień, z przerwami na posiłek, wypróżnienie się i spacer z psem (o śnie nie wspominam bo to tylko marnotrawstwo czasu). Nic tak nie poprawia samopoczucia jak widok prężnie rozwijającego się imperium podbijającego jedną nację za drugą. W trzeciej odsłonie serii wprowadzono wskaźnik kultury. Pokazuje on na mapie jak daleko sięgają wpływy naszych miast. Cudowny widok… cała mapa w jednym kolorze (oczywiście naszym).
Jednak zanim to nastanie czasem trzeba nieco wysilić mózgownicę. Analizować należy statystyki, dbać o zadowolenie poddanych, odpowiednią obronę miast, rozwój technologiczny, dyplomację, surowce, barbarzyńców błąkających się po okolicy oraz ruchy przeciwnika. Dużo tego… Na szczęście jakimś cudem twórcom gry z Sidem Meierem na czele udało się sprawić że gra jest bardzo intuicyjna także nawet przedszkolak by się połapał w tym wszystkim (o ile wiedziałby co to jest np myśliwiec F-15).
O oprawie graficznej gry w sumie nie ma się co rozwodzić bowiem w tego typu produkcjach nie jest ona najważniejsza. Dość powiedzieć, że mimo upływu już ponad 5 lat od czasu premiery prezentuje się ona wyśmienicie. Jeśli chodzi o muzykę to oczywiście dopasowana jest do epoki historycznej w której akurat znajduje się nasza nacja. Mogę popisać się również moimi zdolnościami paranormalnymi i przewidzieć, że prędzej czy później ją wyłączycie. Taka mała rysa na wizerunku gry.
Złota Edycja gry to podstawowa wersja plus dodatek Play the World plus dodatek Conquests. Wszystko ładnie spolszczone. Wcześniej nie można było uświadczyć Civilization 3 po polsku. Gdy ją włączyłem po raz pierwszy poczułem się dziwnie widząc polskie nazwy. Nie podoba mi się jedynie to, że zamiast całkiem niezłego intra widzimy logo Kolekcji Klasyki i słyszymy głos Piotra Fronczewskiego który tą kolekcję rekomenduje. Jednakże szybko uczucie to minęło gdy zagłębiłem się w podbój świata. W sumie mamy do wyboru 31 nacji które mogą potencjalnie być panami świata. Oprócz zwykłej rozgrywki możemy również rozegrać kilka scenariuszy których pod dostatkiem było w dodatku Conquests. Możemy więc podbić Mezopotamię, doprowadzić do powstania lub upadku imperium rzymskiego, okrywać nowe kontynenty i wiele innych. Nudzić się z pewnością nie będziemy.
Syndrom „jeszcze jedna tura” – zjawisko które niczym epidemia pojawiło się w wielu domach po pojawieniu się serii Civilization. Sam jestem jego ofiarą. Wiem zatem jak ciężko się oderwać sprzed monitora. Ciężko zakończyć grę. Szkoda, że takie gry zdarzają się bardzo rzadko. Jak dla mnie gra zasługuje przy takiej cenie na 10/10 i rekomendację. Grzechem jest jej nie kupić.


Składam podziękowania za współpracę firmie Cenega Poland
Marcin „joszko” Brzeski
Powiązane:





















Luty 26th, 2007 o 8:02
[...] ciąg recenzji na łamach Voodoo Guild Thank you for reading this post. You can now Leave A Comment (0) or Leave A [...]