» Basza | środa, 7-7-2010 18:35 |
|
Jako wielki fan serii Need for Speed nie mogłem pozwolić, by najnowsza część, czyli NfS World przemknął niezauważony gdzieś obok mnie. Ten wyścigowy MMO zapowiadał się na tyle ciekawie, przez co gdy tylko dowiedziałem się o otwartych beta testach migiem zapisałem się i czekałem na moment ich startu. Potem pozostało mi tylko pobrać ponad 700MB klienta z grą i czym prędzej zanurzyłem się w wyścigowe realia wirtualnego miasta.
Nim to jednak nastało czekało mnie sporo niedogodności. Na początku nieuniknione, czyli dłuuugi update, który poprawił wszelakie błędy z zamkniętej bety i wprowadził bieżące udoskonalenia rozgrywki. Potem, już po wejściu do menu gry, przyszło mi stworzyć mojego awatara, co jednak było niezwykle mozolnym zajęciem, bo gra wysyłała dane na serwery EA koszmarnie wolno, przez co wszelakie „PLEASE WAITingi” śniły mi się po nocach. W końcu jednak wskoczyłem do gry i zobaczyłem wybrany przez siebie wózek na ulicach całkiem nieźle prezentującej się metropolii. Zresztą samochodów jest całkiem sporo (są Mazdy, Nissany, BMW czy Audi), lecz nie tylko niektóre z nich możemy wypróbować na starcie. Te mocniejsze fury będziemy mogli nabyć dopiero po pewnym czasie, gdy stan konta i „reputacja” nam na to pozwoli.
To co najważniejsze w najnowszym Need for Speedzie to zdobywanie kolejnych poziomów doświadczenia rodem z rasowych RPGów. Tutaj również za zaliczane imprezy dostajemy tzw. punkty reputacji, dzięki którym wskakujemy na kolejne „etapy wtajemniczenia”, a wraz z tym uzyskujemy dostęp do nowych imprez, coraz to lepszych pojazdów, nowe części poprawiających ich osiągi itp. Oprócz tego zawody przynoszą nam także kasę, bez której przecież obejść się nie mogło, a dodatkowo możemy wylosować jedną z pięciu kart, pod którą kryją się najrozmaitsze nagrody, od dodatkowych punktów reputacji, po mamonę, a na przeróżnych dopalaczach, „szybkich startach” i innych umiejętnościach kończąc.
Tym oto sposobem dotarliśmy od największej nowinki tej produkcji, czyli przeróżnych „skillach”, do których mamy dostęp wraz z rozwojem naszego pojazdu. Jest to bez wątpienia największa nowinka tego Need for Speeda (nie licząc oczywiście nastawienia na tryb online), która zmienia nieco charakter rozgrywki i upodabnia ją chociażby do niedawno wypuszczonego na rynek Blura. Co prawda wspomnianych power-upów nie znajdziemy na torze, lecz przed wyścigiem ustalimy, które cztery skille zabierzemy na wyścig. A wśród nich można znaleźć takie cacuszka, jak tarczę chroniącą nas przed zderzeniami z cywilami, słabsze czy mocniejsze dopalacze lub magnes, który aktywujemy na przeciwniku, czego efektem jest przyciąganie samochodów nie uczestniczących w wyścigu w stronę jego pojazdu. Dzięki takiemu zabiegowi rozgrywka nabiera nowego wymiaru, przez co bycie najszybszym wcale nie prowadzi do zwycięstwa. Wystarczy bowiem moment, by z pierwszego miejsca spaść daleko za podium. Czy spodoba się to fanom serii? Ciężko powiedzieć, lecz zapewne dość szybko się o tym przekonamy.
Model jazdy to arcade w najczystszej postaci, a najbliżej mu do tego, co mogliśmy zobaczyć w NfS: Most Wanted czy Undercover, Kontrolowanie poczynań auta jest wyjątkowo przyjemne i nie sprawia większych trudności, choć można odnieść wrażenie, że jeździ się jak po szynach. Przy zakrętach nie trzeba zbytnio przyhamowywać, bo wystarczy wziąć odpowiedni łuk i przemknąć go unikając zderzeń. A skoro już przy zderzeniach jesteśmy, to o modelu zniszczeń można zapomnieć. Owszem, na masce pojazdu pojawiają się otarcia i zarysowania, a i szyby czasem popękają, lecz wystarczy wizyta w garażu i bez żadnych opłat pojazd automatycznie doprowadza się do ładu. Sensu to nie ma, ale jak widać liczy się tylko frajda, a o jakimkolwiek realizmie można zapomnieć.
Tryby rozgrywki to raczej standard jeśli o Need for Speeda chodzi, przez co każdy będzie mógł wziąć udział w imprezach typu ściganie się z punktu A do B, zaliczanie kilku okrążeń toru wyznaczonego gdzieś w mieście, czy jeździe na czas. W każdym z nich będziemy mogli się ścigać zarówno z komputerowymi, jak i żywymi przeciwnikami, lecz ta druga opcja jest bardziej dochodowa – za czołowe miejsca dostajemy zdecydowanie więcej reputacji i kasy. Poza tym możemy do woli przemierzać okolicę i zwiedzać zakątki miasta, a dodatkowo gdy trafimy na mundurowych i zupełnie przypadkiem zahaczymy o ich zderzak, to uruchamia się pościg, w którym po piętach depcze nam coraz to więcej radiowozów. Klimacik jest wówczas całkiem przyjemny, bo przez cały czas słyszymy w radiu o kolejnych próbach złapania uciekiniera, rozstawianiu blokad, dołączaniu kolejnych gliniarzy do pościgu. W dodatku za uwolnienie się od natrętów i zgubienie pościgu dostajemy sporą nagrodę, także od czasu do czasu warto w nich uczestniczyć. Nie zmienia to jednak faktu, że za wiele rodzajów imprez to nie ma, ale mam nadzieję, że po premierze twórcy udostępnią nam nieco więcej trybów zabawy.
Niestety beta Need for Speed World cierpi na charakterystyczną dla tego rodzaju dolegliwość, a mianowicie ogromną niestabilność, która dokumentnie psuje nam zabawę. Ile to razy podczas logowania na ekranie pojawiła się informacja, że zostałem rozłączony z serwerem. Albo podczas zwiedzania okolicy wywaliło mnie do Windowsa. Najgorszą jednak zmorą było czekanie w lobby wraz z innymi graczami na rozpoczęcie wyścigu. Każdy gotowy do gry, kończy się odliczanie, po czym… zupełnie nic się nie dzieje, a jedynym ratunkiem w takiej sytuacji było magiczne „Alt + F4”. Nie będę tutaj cytował komentarzy innych graczy w tej sprawie, bo by Wam się przykro ludzi z EA zrobiło…
Za to grafika jest już całkiem udana. Może do Gran Turismo 5 czy Forza Motorsport 3 się nie umywa, lecz nie to było celem programistów z EA. Mieli oni stworzyć przyjemnie wyglądające wyścigi i sztuka ta doskonale im się udała. Sylwetki samochodów cieszą oko, otoczenie zmienia się jak w kalejdoskopie, a efekt oślepiających promieni światła (tak eksponowany w NfS: Undercover) wygląda naprawdę świetnie. Za to strona dźwiękowa jest jakaś nijaka. Autka buczą jak powinny, lecz muzyki w zasadzie nie uświadczyłem. Może w pełnej wersji pojawią się ostre, rockowe kawałki, które pasować będą do dynamicznej rozgrywki. Mam przynajmniej taką nadzieję.
Warto też poruszyć temat grania w Need for Speed World za darmo. Otóż rzeczywiście, można to robić bez żadnych ograniczeń, lecz maksymalnie możemy osiągnąć dziesiąty poziom doświadczenia. Potem możemy jedynie startować w imprezach, które okryliśmy, ścigać się ze znajomymi, zdobywać kasę i odpicowywać furę, lecz o dalszym rozwoju samochodu można zapomnieć. By cieszyć się takim udogodnieniem trzeba będzie zakupić tzw. Starter Pack, który pozwoli cieszyć się dalszą, niczym nie skrępowaną rozgrywką. Kosztować on będzie niecałe 20 Euro, czyli wcale nie tak mało, lecz twórcy zapowiadają, że będzie warto. Podobno nowe lokacje, samochody, ich ulepszenia oraz umiejętności, do których uzyskamy dostęp w dalszej części rozgrywki zrekompensują nam ten wydatek. Dodatkowo każdy będzie mógł nabyć za prawdziwe pieniążki punkty Boost, za które można kupić zarówno zestawy przeróżnych umiejętności (np. 5 dopalaczy, czy tarcz), jak i
Jeśli tylko programiście ze studia Black Box urozmaicą nieco rozgrywkę i dopracują kod sieciowy, to Need for Speed World będzie łakomym kąskiem dla miłośników ścigania się. Co prawda wersja beta mocno mnie rozczarowała, bo przez swoje błędy i niedoróbki aż odechciewało się grać, lecz tytuł ten ma ogromny potencjał, by zyskać sobie naprawdę sporą rzeszę miłośników chętnych na dziesiątki, a nawet i setki godzin zabawy.
Radek „Basza” Szewczyk
Powiązane:













