» joszko | poniedziaÅ‚ek, 15-3-2010 19:26 |
|

Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce gdzie królowały konsole 16-bitowe dominującym gatunkiem były platformówki A teraz? Nie należą one do gatunku, który często spotykamy na półkach sklepowych. Częściej trafimy na taką grę na którejś z platform dystrybucji cyfrowej czy też na Xbox Live lub PlayStation Network. Takim rodzynkiem dostępnym w polskich sklepach jest Trine, gra twórców serii Shadowgrounds, studia Frozenbyte. Jest to swoisty powrót do przeszłości w oprawie, opisywanej dwoma literkami – HD.
Jeśli chodzi o fabułę, to nie ma tutaj nic oryginalnego. Było sobie królestwo będące krainą mlekiem i miodem płynąca. Jak to zwykle bywa taki stan rzeczy nie trwa wiecznie. Mądry król umiera a kraj pogrąża się w chaosie walki o władzę. Korzystając z okazji królestwo zostaje zaatakowane przez armię szkieletów i innych stworzeń, których lepiej nie spotykać w ciemnych zaułkach. Tutaj wkracza nasz bohater w trzech osobach. Zakrawa o herezję, lecz już tłumaczę. Zaczynamy, jako piękna złodziejka, która zakradła się do Astral Academy (coś w rodzaju szkoły dla magów) by skraść pewien cenny artefakt. Później pojawia się mag, który mimo późnej pory pozostał w akademii i rycerz, który pojawił się tam by tej akademii strzec. Wszyscy kładą ręce na artefakcie i… puf! Znikają. Jak okazuje artefakt połączył ich dusze. Tylko jedno z nich może istnieć fizycznie, podczas gdy reszta musi pozostać w artefakcie – tytułowym Trine. Jak się można domyśleć ich celem staje się odwrócenie zaklęcia a przy okazji uratować królestwo.
W praktyce wygląda to tak, że kierujemy jedną postacią i w każdej chwili możemy ją zmienić na inną w zależności od potrzeb. Bowiem tak się złożyło, że każda z postaci posiada inne zdolności. Złodziejka posługuje się łukiem. Posiada również linę z hakiem, która pozwala dostać się w niedostępne dla innych miejsca. Rycerz to koleś od brudnej roboty. Jego podstawowymi broniami są miecz i tarcza. Może on podnosić niektóre przedmioty i rzucać nimi. Natomiast jego tarcza chroni przed atakami przeciwników oraz przed spadającymi przedmiotami. Z kolei mag nie jest postacią ofensywną. Potrafi on za to przenosić zdalnie przedmioty oraz tworzyć nowe. Stworzone przedmioty mają początkowo kształt sześcianu i podlegają prawom fizyki. Nie potrafi się bić, ale za to może na przykład przenieść ciężki obiekt nad głowę przeciwnika i przypadkiem go upuścić. Co więcej nasi bohaterowie zdobywają doświadczenie (w postaci butelek z zielonym płynem) i mogą rozwijać swoje umiejętności. Złodziejka dostanie płonące strzały, rycerz płonący miecz a mag bardziej różnorodne przedmioty do stworzenia. Sterowanie jest bardzo intuicyjne. Kierujemy naszym bohaterem klawiaturą a celujemy myszką. Przyczepiłbym się może trochę do złodziejki, której lina z hakiem wymaga chwili na opanowanie. Inaczej będziemy lądować nie tam gdzie powinniśmy. Na szczęście śmierć jednej z postaci nie kończy gry. Wybieramy wtedy inną a nieboszczyk wróci do nas, gdy dotrzemy do kolejnego punktu kontrolnego.
Od nas zależy, którą z postaci i które zdolności wykorzystamy w danym momencie. Czasem trzeba trochę pokombinować. Jest to miła odmiana od wielu gier, które wymagają od nas jedynie parcia do przodu. Tutaj potrzebna jest chwila refleksji. Nie można przeskoczyć przepaści? To może mag stroszy kładkę albo złodziejka znajdzie punkt zaczepienia dla liny z hakiem. Wybór należy do nas. Nasi bohaterowie stawić muszą czoła nie tylko szkieletom z mieczami, lecz także różnorakim pułapkom, zapadającym się podłogom, i kolcom wystającym z murów w najmniej wygodnych miejscach. O ile poziomy są zaprojektowane ciekawie to już przy tworzeniu przeciwników twórcy gry mogliby się bardziej wysilić. Mamy kilka rodzajów szkieletów (z tarczą, bez tarczy, w zbroi, zionący płomieniami itp.), trochę pająków, nietoperze i… to wszystko. Od czasu do czasu trafiamy na bossa, który jest… dużym szkieletem. Dodatkowo z reguły jest tak, że trafiają się miejsca, w których szkielety pojawiają się taśmowo. Sprawia to wrażenie jakby twórcy gry skupili się na tworzeniu świata gry a potem na siłę dodali przeciwników.
No właśnie… świat gry. Grafika utrzymana jest w czymś co można nazwać 2,5D. Oznacza to, że rozgrywka jest w dwóch wymiarach, ale świat gry ma już ich trzy. Frozenbyte stworzyło świat fantasy żywcem wyjęty z ilustracji do baśni. Wspaniałe efekty światła i piękne strumienie wody powalają na kolana. Istny majstersztyk. Widać, że oprawę graficzną włożono dużo pracy. Muzyka dopełnia wrażenie. Jest przyjemna dla ucha. Nie drażni, lecz pięknie komponuje się z tym, co widzimy na ekranie. Klimat aż sączy się z ekranu na klawiaturę. Głosy, którymi do nas przemawiają bohaterowie również są wysokiej jakość a narrator wprowadzający do każdego poziomu mógłby mi co noc czytać bajki na dobranoc. Twórcy gry duży nacisk położyli na fizykę świata gry. Wszystkie postacie i obiekty zachowują się tak jak, powinny choć czasem ma się lekkie wrażenie sztuczności. Jednak w końcu to kraina fantasy, tam nie wszystko musi być wiernie odwzorowane.
Oprócz tradycyjnej rozgrywki solo jest możliwość zagrania w kooperacji dla trzech graczy. Wtedy każdy kieruje jedną postacią. Kłuci się to trochę za fabuła gry, ale to szczegół. Dodatkowo przeszkody, które wydawały się proste, gdy gra się samemu w trybie kooperacji stają się nieco trudniejsze. Nie musimy zadbać o to by poziom ukończyła jedna postać, lecz trzy, co wymaga współpracy przy pokonywaniu nawet prostych przeszkód.
Zatem czy grać? Trine to wspaniała rozrywka, której warto zakosztować. Gracze dostają trzy różne postacie z unikalnymi zdolnościami i przeszkody, którym można stawić czoła na inne sposoby. Wszystko to w pięknej oprawie graficznej. Aż się chce grać by sprawdzić, co czai się za następnym rogiem. Nie jest to jednak róża bez kolców. Mała różnorodność przeciwników i multiplayer, w którego bez ludzi z odpowiednim nastawieniem będzie się ciężko grało sprawiają, że gra się dobrze, lecz w niewielkich dawkach. Niedociągnięcia sprawiają, że w większych dawkach może znudzić. Mimo tego gorąco polecam! Mimo, że nie sądzę byście chcieli do Trine powrócić po ukończeniu gry.
Marcin „joszko” Brzeski
PowiÄ…zane:












