» joszko | sobota, 13-3-2010 16:32

Popuśćmy wodze wyobraźni… W wyniku szalejącego wirusa/kosmicznego promieniowania czy też innego niezwykłego wydarzenia pojawiają się za twoim oknem hordy zombie. Kto uratuje wtedy nasz będący w niebezpieczeństwie zadek? Wojsko? Nie. Tajna agencja rządowa? Skądże. Naukowcy? Nie sądzę. Więc kto? Twój ogródek. Jeśli go nie masz… To masz duży problem. Tak przynajmniej twierdzą twórcy gry Plants vs. Zombies, którzy przewidują, że ostatnią deską ratunku będzie posadzenie groszku i słonecznika w ogrodzie…

Tak, to prawda, groszek, słonecznik i inne rośliny są kluczem do przetrwania w świecie gry. Dzielą się one na kilka podstawowych rodzajów: generujących surowiec (którym są promienie słoneczne), atakujące na odległość i te walczące w zwarciu. Rozsadzamy je w ogródku i czekamy na atak zombie. W tym momencie mógłbym zakończyć pisanie recenzji, gdyż wydaje się, że nawet tresowana małpa ogarnie zasady rządzące tą grą. Jednak, co to by była za recenzja, która miałaby dwa akapity?

Rozgrywka to w zasadzie stary dobry Tower Defense, który toczy się na mapie podzielonej na sektory. Z jednej strony mamy wejście do domu, pod którym sadzimy roślinki, z drugiej nadchodzą kolejne fale krwiożerczych wrogów. Kolejne poziomy rozgrywają się w dzień, w nocy, we mgle, pojawią się ogródki z basenem i innymi atrakcjami. Trafimy nawet na dach budynku. Każda zmiana wymaga zastosowania nieco innej strategii. W nocy nie ma światła słonecznego, więc nic nam nie urośnie. Wtedy musimy skorzystać z dobrodziejstw królestwa grzybów. Każdy wygrany poziom to kolejna roślina do naszej kolekcji. Każda o nieco innym działaniu. Przed rozpoczęciem potyczki musimy ze wszystkich dostępnych wybrać te, które będziemy sadzić. Jako, że w czasie rozgrywki korzystamy z ograniczonej liczby dostępnych roślin to trzeba wybierać je z głową. Dlaczego?

Chociażby, dlatego, że przyjdzie nam stawić czoła ciekawej menażerii przeciwników. Mamy więc zombie emeryta, który wpada w furię, gdy coś staje na jego drodze, zombie Jacksona z teledysku Thriller, który robi piruety, a spod ziemi wokół niego wychodzą kolejni nieumarli. Pojawiają się również wyposażeni w drzwi, strój gracza footbolu amerykańskiego albo prowadzący kosiarkę do trawy lub… delfina. Każdy (a jest ich 26 rodzajów) wymaga nieco innego podejścia tak by szybko można było go zneutralizować. Innymi słowy różnorodność zombie dorównuje różnorodności roślin. Żeby nie było za łatwo nie możemy sadzić ile chcemy, gdzie chcemy i kiedy chcemy. Po każdym sadzeniu roślinka musi się „naładować” zanim ją ponownie wykorzystamy. Dodatkowo zanim posadzimy roślinę na wodzie musimy zapewnić jej jakieś podłoże, podobnie jest z poziomami na dachu. Nie ma tak łatwo. Do tego trzeba działać szybko. Przeciwnik nie będzie czekał aż zdecydujemy się wykonać ruch. Tutaj trzeba wykonać ruch bez chwili zastanowienia, ale z głową. Myśleć trzeba przy wyborze roślin na dany poziom, ale także przy ich rozsadzaniu na mapie. To jest klucz do zwycięstwa.

Oprócz „kampanii” gra oferuje również ciekawe mini gry takie jak coś w rodzaju kręgli czy też poziom, na którym zombie mają rośliny zamiast głów, czyli mogą oddać pięknym za nadobne. Są one bardzo ciekawe i dostęp do nich zyskujemy wraz z postępami w głównym trybie rozgrywki. Sama kampanie to też bynajmniej nie monotonne trzepanie zombie. Co pewien czas pojawiają się etapy o nieco innych zasadach. Przykładem może być poziom, kiedy dostajemy nasiona z roślinami losowo i nie jesteśmy ograniczeni zasobami słońca. Musimy poradzić sobie z tym, co mamy. Graficznie Plants vs. Zombies prezentuje się skromnie, ale, że tak powiem z „jajcem”. Grafika to proste dwa wymiary, za to urzekają projekty roślin i zombie. Dzięki temu wymagania sprzętowe są na tyle małe, że grę można uruchomić nawet na pralce. Jeśli chodzi o oprawę muzyczną to jest ona dość skromna i powtarzalna. W zasadzie ciągle gra ta sama muzyczka, lecz o dziwo nie jest ona irytująca. Reszta odgłosów jest całkiem niezła z klimatycznym „Braaaaiins..” na czele.

Znacie syndrom „jeszcze jedna tura”. Każdy kto grał kiedyś w którąś odsłon serii Civilization czy tez Heroes of Might and Magic wie o czym mowa. To ciągłe przedłużanie gry o jeszcze jedną turę. W Plants vs. Zombies ma miejsce coś podobnego. Mimo prostych zasad gra jest bardzo wciągająca, a jej twórcy poprzez dodanie różnych urozmaiceń sprawili, że nie chce się odchodzić od monitora. Sam przy pisaniu tej recenzji włączyłem grę „na chwilkę”, a wsiąknąłem na długie godziny. Wydaje mi się, że jest to wystarczająca rekomendacja dla Plants. Vs. Zombies.

Warte odnotowania: Grę można wypróbować na jej oficjalnej stronie gdzie znajduje się jej wersja we flashu. Jest też demo.

Info:

Gatunek: logiczna /zręcznościowa
Oficjalna strona gry: www.popcap.com/games/pvz
Producent: PopCap Games
Wydawca: PopCap Games
Wydawca PL: brak
Cena: 9,99 euro (Steam)

Wymagania:
Procesor: 1,2 GHz
Pamięć: 512 MB
Karta grafiki: 128MB pamięci
Miejsca na HDD: 65 MB
System operacyjny: Windows 2000/ XP / Vista

Marcin „joszko” Brzeski

Podziel się z innymi: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • Digg
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Gwar

Powiązane:

  1. Plants vs. Zombies już dostępne w wersji na iPhone
  2. Demo Plants vs. Zombies
  3. Więcej Nazi Zombies w CoD: World at War
  4. Gry rodzinne teraz 50% taniej na Steam
  5. Zombie Driver za 17 złotych do poniedziałku


Voodoo Guild on Facebook


« »

Zostaw komentarz