» Basza | sobota, 9-1-2010 22:54 |
|
Muszę się Wam do czegoś przyznać – Diablo 3 to bez wątpienia produkcja, której premiery wyczekuję bardziej, niż jakiejkolwiek innej gry (no może nie licząc drugiej Mafii), lecz niestety firma Blizzard każe nam dłuuuugo czekać na swoje najnowsze dzieło. Produkcja ta ma się pojawić dopiero w przyszłym roku, choć patrząc na ciągle przesuwaną premierę ich innego potencjalnego hitu, czyli Starcrafta 2, można pesymistycznie założyć, że Diabełek i reszta paczki trafią na półki sklepowe dopiero w 2012 roku. Całe szczęście inne studia deweloperskie co pewien czas wypuszczają podobnie tematycznie gry, dzięki czemu czas ten w pewien sposób można odpowiednio zagospodarować. Dostaliśmy dwie części niezłego Sacreda, Loki, Legend: Hand of God, Silverfall, spartolonego nieco Space Siege’a czy wreszcie Titan Quest (wraz z dodatkiem), który bez wątpienia był najlepszym actionRPGiem spośród wszystkich wymienionych tytułów. Nie tak dawno na rynku pojawiła się kolejna pozycja reprezentująca ten gatunek, a mam tu na myślę grę Torchlight, za którą, co ciekawe, stoją niektórzy z twórców gry Diablo. Czy to jednak wystarczy, bym na kilka kolejnych dni mógł zapomnieć o najnowszej produkcji Blizzardu?
Na wstępie warto jeszcze powiedzieć o jednej, dość istotnej rzeczy. Autorzy gry, czyli firma Runic Games (byli pracownicy Flagship Studios, autorzy niesławnego Hellgate: London) tworząc Torchlighta nie posiadali wielkich pieniędzy na jej opracowanie, przez co miejscami gra zalatuje budżetówką. Co więcej, Torchlight nie trafił do sprzedaży w wersji pudełkowej, a można go nabyć wyłącznie drogą elektroniczną za pośrednictwem Steam lub ze strony producenta.
Niestety niewielki budżet widać w ogólnych założeniach gry oraz kilku innych elementach. W odróżnieniu od pozostałych gier reprezentujących ten gatunek brakuje na starcie jakiegokolwiek intra, przez co od razu lądujemy w skromnym menu głównym i rozpoczynamy rozgrywkę. A tutaj spotyka nas kolejna niemiła niespodzianka, a mam tu na myśli fabułę, której praktycznie… nie ma. Zapewne dziewięćdziesiąt procent graczy nawet nie będzie wiedziało, o co w tej grze chodzi, bowiem historii miasteczka Torchlight dowiadujemy się wyłącznie dzięki rozmowom z jego mieszkańcami, a te zrealizowano w takiej formie, że jak nic chce się je „przeklikać” i brnąć dalej. Ja na szczęście czytałem, więc w dwóch zdaniach napiszę, o co chodzi. Otóż do Torchlight oraz jego okolic przybrnęły tajemnicze siły zła, których źródła nikt nie jest w stanie odnaleźć. Tylko Alric, jeden z poszukiwaczów przygód poczuł obowiązek rozwikłania tej zagadki, zszedł do kopalni Ember znajdującej się pod miastem i już z podróży nie wrócił. Okazuje się, że zło zawładnęło jego duszą, a zadaniem gracza będzie rozprawić się z nim i przywrócić krainie dawny ład i porządek. W dalszych etapach gry tak naprawdę już nic nowego się nie dowiadujemy i tylko brniemy coraz niżej i niżej, kasując po drodze tych mniejszych i większych sługusów Alrica. I tak do samego końca. Fabuła to bez wątpienia największa bolączka tej produkcji, lecz na szczęście cała reszta prezentuje już zgoła odmienny poziom, dzięki czemu w Torchlighta gra się naprawdę dobrze.
Zaraz po uruchomieniu gry naszym zadaniem jest stworzenie swojego wirtualnego alter ego i tak oto do wyboru mamy trzy różne charaktery. Pierwszym z nich jest mistrz magii – Alchemik, który przy okazji bez problemu przywołać może stadko pomagierów, by tłukli za niego przeciwników. Kolejny to ulubiona postać cherlawych nastolatków, czyli wyrośnięty Niszczyciel, potrafiący dzierżyć w swoich łapskach dwa półtorametrowe topory. Nie muszę chyba dodawać, że w sposób perfekcyjny potrafi z nich korzystać siejąc ogromne spustoszenie jednym zamaszystym ruchem. Do tego ma naprawdę twardy łeb i by go powalić trzeba nie lada osiłka z porządnym „skillem”. Trzecią i zarazem ostatnią postacią jest Zwyciężczyni (z angielskiego Vanquisher) – jedyna przedstawicielka płci pięknej, imponująca przy okazji zwinnością. Uwielbia walkę na dystans, gdyż doskonale posługuje się łukami oraz bronią palną, lecz w zwarciu jest już znacznie słabsza. Niektórzy zapewne będą narzekać na tak małą ilość dostępnych profesji, bo jednak trójka różniących się między sobą herosów to nieco za mało nawet jak na actionRPGa, niemniej każdą z nich gra się nad wyraz ciekawie i świetnie sprawdzają się na polu walki.
Co więcej, każdy z bohaterów startuje z nieco odmiennymi statystykami, lecz w trakcie przygody nic nie stoi na przeszkodzie, by wielgachny Niszczyciel… nauczył się nieco magii i ciskał fireballami, a na pozór delikatna Zwyciężczyni leciała na wrogów z mieczami w dłoni. Otóż nie ma tutaj podziału na przedmioty według klas, przez co można nimi dysponować do woli, o ile nasza postać spełnia określone wymagania. Tymi są oczywiście statystyki, które właściwie niczym nie różnią się od tych znanych z gier firmy Blizzard. Mamy zatem siłę, zręczność, magię oraz obronę, a każdą z nich podnosimy samodzielnie punktami, które zdobywamy za każdy kolejny poziom doświadczenia. W okienku statystyk nie zabrakło także odporności na ogień, trucizny, lód oraz elektryczność. Nowością jest natomiast sława, którą otrzymujemy za wykończenie mocniejszych maszkar oraz bossów, a także za wykonywanie zadań – za każdy jej poziom otrzymujemy punkt do umiejętności. A skoro już o umiejętnościach mowa to te pogrupowano na trzy grupy, a dodatkowo mamy tutaj „skille” pasywne, czyli takie, które aktywne są przez cały czas oraz zwykłe, które można podpiąć pod prawy klawisz myszy lub któryś z klawiszy. Generalnie wszystko wygląda dokładnie tak jak w Diablo, no ale nie ma się czemu dziwić – w końcu Ci sami ludzie przy tym dłubali.
Na nasze szczęście dorzucili oni do Torchlighta coś extra, a mianowicie zwierzaka, który pomaga nam na każdym kroku w trakcie wędrówki. W tym samym momencie, gdy ustalamy, którą z postaci będziemy kontrolować, wybieramy także, czy przy nogach bohatera kręcił się będzie pies czy kot (jego ksywę ustalamy sami). Nie jest on bynajmniej jedynie dodatkowym elementem otoczenia, lecz bardzo pomocnym kompanem, który nie dość, że zadaje obrażenia przeciwnikom, to w dodatku może dzierżyć nadmiar znalezionego sprzętu i odnosić go w każdej chwili do miejskich kupców! Możemy go wyposażyć w pierścienie i amulet, podnosząc przy okazji jego statystyki, jak również ustalić jego styl walki: agresywny, defensywny lub pasywny. W swoim inwentarzu posiada on również dwa sloty na dodatkowe czary, którymi samodzielnie posługuje się w ferworze walki – warto mu dorzucić np. leczenie, dzięki czemu regenerował będzie nasze siły witalne oraz jakiś mocny czar ofensywny, który wspomoże naszą postać w walce. Najlepsze jest to, że gdzieniegdzie na mapach znajdują się oczka wodne, które pozwalają nam na… łapanie ryb zrealizowane w formie minigierki, a tymi można do woli karmić naszego milusińskiego. Nie są to jednak zwykłe rybki tylko napełnione magią stworzenia, które na minimum dwie minuty przemieniają zwierzaka w potężne monstra. A to już nie lada pomoc w walce z nawet i najtrudniejszym przeciwnikiem.
Samo miasteczko Torchlight stanowi bazę wypadową dla każdej misji, zatem spotkamy w nim NPCów dających nam przeróżne zadania do wykonania, ale także kupców, alchemików oraz rzemieślników, dzięki którym zakupimy wymarzone przedmioty lub je odpowiednio podrasujemy (np. chociażby dzięki klejnotom podnoszącym statystki „itemów”). Oczywiście to co najciekawsze to przeróżne monstra, które znajdziemy poza miastem przemierzając dziesiątki różniących się między sobą poziomów. Te pogrupowano według, powiedzmy, wystroju i tak oto najpierw odwiedzimy kopalnie, potem zajrzymy to świątyni, ukrytych w leśnych gęstwinach ruin, jaskiń, czy skąpanego w ognistej rzece miasta. Zamieszkują je cały wachlarz przeciwników – kościotrupy, zombiaki, małe i wielkie pająki, drzewce, latające paskudztwa, orkowie, czyli generalnie wszystko to, co widzieliśmy w dziesiątkach innych RPGów. Ciekawostką jest natomiast fakt, iż w trakcie przygody natrafiamy na wyposażone w magiczne laski niebieskie kobitki, nazwane tutaj Dark Zealotami – brzmi znajomo, nieprawdaż?
Także interfejs oraz samo sterowanie robi ogromne wrażenie. Wszystkie komendy wykonuje się płynnie za pomocą lewego i prawego przycisku myszy, a dodatkowo wspomagamy się TABem zmieniając między sobą dwie umiejętności, oraz klawiszami numerycznymi odpowiedzialnymi za skróty czy to do buteleczek, czy też do zwojów lub dodatkowych skilli. W lewym górnym rogu znajdziemy kilka ikonek pomagających nam kontrolować zwierzaczka, a z prawej strony widać minimapę. Nie zabrakło także ładnego paska ikonek pełniącego rolę skrótów do okien statystyk, zadań, umiejętności czy plecaka. Mamy tu także sporo kombinacji klawiszy zapożyczonych z innych RPGów. ALTem podświetlamy walające się po ziemi przedmioty oraz złoto, a w trakcie sprzedaży nadmiaru złomu lub przerzucania go do inwentarza naszego czworonoga warto przytrzymać SHIFT podczas klikania, gdyż pozwoli nam to zaoszczędzić nieco czasu w przerzucaniu niepotrzebnych rzeczy. Fajnym bajerem jest natomiast to, że wystarczy przejść w okolicy leżącego Golda by te automatycznie wskoczyło do sakiewki bohatera.
Niestety kwestię questów potraktowano po macoszemu, przez co każdy z nich sprowadza się wyłącznie do dwóch czynności – znalezienia odpowiedniego przedmiotu lub utłuczenia konkretnej bestii. To niewątpliwie krok wstecz w porównaniu z każdym action-RPGiem, jaki trafił do sprzedaży w przeciągu ostatniej dekady, bo już stareńki Diablo oferował ciekawsze zadania do wykonania. Odbija się to negatywnie na wrażeniach z obcowania z tym tytułem, bo przez tą powtarzalność z czasem pojawia się nuda, no bo przecież ile razy można być wysyłanym po jakiś świecący kawałek kruszcu lub łeb nawet i największej maszkary. A wystarczyło dorzucić przynajmniej ze dwa odmienne typy misji i już wyglądałoby to o wiele lepiej, a tak jest po prostu słabiutko.
Co prawda troszku sobie ponarzekałem, ale warto odpowiedzieć sobie na najważniejsze pytanie, mianowicie „Jak te wszystkie elementy składowe sprawują się w akcji?”. Mogę śmiało stwierdzić, że nad wyraz dobrze i od razu widać, że od początku główni projektanci gry mieli pewien pomysł i, co najważniejsze, w pełni go zrealizowali. Dzięki temu rozgrywka jest niezwykle dynamiczna i widowiskowa, cały czas coś dzieje się na ekranie, a nasza postać nie ma nawet chwili, by odetchnąć (no może przesadzam, bo w samym mieście raczej niewiele się dzieje). Na minus należy zaliczyć stosunkowo niski poziom trudności – od wejścia do wyjścia z danej lokacji niemal leci się przed siebie na oślep i miota mieczami zupełnie nie bacząc na obrażenia zadawane przez potwory, przez co bardzo rzadko korzysta się z mikstur odnawiających życie. Sytuacja diametralnie zmienia się pod koniec gry, gdzie nagle naszemu zwierzakowi bardziej się dostaje, a i nam poziom życia jakoś szybciej się zmniejsza. Autorzy zrezygnowali również z opracowania trybu zabawy dla wielu graczy i skupili się wyłącznie na trybie singleplayer. Jak na RPGa to jest to naprawdę zaskakująca decyzja, ale nie wszystko stracone. Okazało się, że firma Runic Games pracuje już nad MMORPGiem, którego akcja rozgrywa się w świecie Torchlighta, także zapewne niebawem dowiemy się czegoś więcej na jego temat.
Na osobny akapit zasługuje grafika, która co prawda nie powala najnowszymi technologiami, lecz jest po prostu śliczna. Kolorowe, bogate w detale lokacje robią bardzo dobre wrażenie, podobnie zresztą jak sylwetki oraz animacja wszelkich postaci pojawiających się na ekranie. Zresztą zerknijcie na zamieszczone poniżej fotki – czy nie wyglądają one pięknie? Do tego Torchlight imponuje wydajnością, bo podobno ruszy nawet na Pentiumie III! Co prawda ja tego nie potwierdzę, ale z pełną świadomością mogę napisać, że do komfortowej zabawy wystarczy każdy Pentium IV z minimum 512 MB RAM oraz kartą graficzną ze 128 MB pamięci na pokładzie.
Jeśli zaś o stronę dźwiękową chodzi, to tutaj po raz kolejny mamy „powtórkę z rozrywki” gdyż melodie usłyszane w najnowszej produkcji studia Runic Games jak nic przypominają te znane z dwóch części gry Diablo. Jednak gdy sprawdziłem, kto za nią odpowiada od razu zrozumiałem, dlaczego brzmi aż tak podobnie – jest nim Matt Uelmen, który to właśnie skomponował muzykę do dzieł firmy Blizzard. Doskonale się zresztą z tego wywiązał, bo muzyka brzmi dokładnie tak jak powinna. Podobnie zresztą jak dźwięki i wszelkie odgłosy słyszane w trakcie walki. Dobra robota!
Chyba niewielu graczy spodziewało się, że autorzy przeciętnego Hellgate: London wespną się na wyżyny swoich umiejętności i stworzą grę, która przyciąga do monitora niczym magnes. Co prawda nie wszystko prezentuje się tak, jak byśmy chcieli, bo jednak szczątkowa fabuła oraz brak trybu multiplayer to spore minusy jak na tego typu produkcję, a i z czasem powtarzalność rozgrywki daje się we znaki. Nie zmienia to jednak faktu, że najnowsza produkcja studia Runic Games to niezwykle efektowny i wciągający actionRPG, przy którym czas umyka zastraszająco szybko. A to chyba najlepsza rekomendacja dla gry komputerowej.
PS. Obecnie Torchlight na Steam kosztuje niecałe 16 Euro, lecz na allegro można znaleźć oferty o wiele niższe, co jest efektem wielkiej, Steam’owej promocji noworocznej, podczas której tytuł ten kosztował… niecałe 4 Euro! Kto nie skorzystał niech żałuje.

Radosław „Basza” Szewczyk
Powiązane:












