» Havret | poniedziałek, 14-12-2009 9:55

Najpopularniejsze klocki świata i gwiezdne uniwersum, w którym żyć chciałby chyba każdy fan science fiction. Z tego związku po prostu musiało zrodzić się coś autentycznie wyjątkowego. I zrodziło się.

Fenomen marki Lego Star Wars to zjawisko niezwykle trudne do wyjaśnienia. Niby to proste zręcznościówki, a z lubością zagrywają się w nie gracze, na co dzień sięgający po produkcje z dużo „poważniejszej” półki. Niby przedrzeźniają i drwią sobie z największych świętości uniwersum Gwiezdnych Wojen, a akceptują* je nawet najbardziej ortodoksyjni wielbiciele magnum opus George’a Lucasa. Niby to produkcje dla najmłodszych, a wespół z pociechami, znakomicie potrafią się przy nich bawić też tatusiowie. Dzieło Traveller’s Tales to prawdziwy ewenement. Potwierdzają to chociażby wyniki sprzedaży mówiące o przeszło 15 milionach egzemplarzy, które rozeszły się na całym świecie.

Taka sprzedaż w połączeniu ze znakomitą prasą (średnia ocen w sieci oscylująca w granicach 80%) przekłada się na konkretne zyski. Trudno się przeto dziwić, że postanowiono po raz trzeci skorzystać ze sprawdzonej recepty na sukces. Tym razem chłopaki z Traveller’s Tales poszli jednak nieco na łatwiznę. LEGO Star Wars: The Complete Saga nie jest bowiem całkiem nową produkcją, a jedynie (aż?) podrasowanym połączeniem pierwszej LEGO Star Wars oraz LEGO Star Wars II: The Original Trilogy. Prace kompilacyjne zamknęły się w zasadzie na wzbogaceniu „jedynki” o te rzeczy z „dwójki”, które w niej nie występowały, dorzuceniu kilku nowych poziomów, Mocy, postaci, podbiciu rozdzielczości tekstur i dorzuceniu kilku bajerów graficznych mających choć po części zamazać oznaki zębów czasu. Czy za taki zestaw warto zapłacić 80 zł? Przekonajmy się.

Jednym z najsilniej akcentowanych haseł marketingowych mających zachęcić graczy do kupna nowego LEGO SW, jest możliwość prześledzenia kompletnej historii składającej się na fabułę wszystkich sześciu epizodów filmowej sagi. Inwestując w The Complete Saga otrzymujesz możliwość przeżycia na nowo wszystkich najważniejszych przygód, które pamiętasz ze srebrnego ekranu. Dosłownie, poczynając od inwazji na Naboo i dzieciństwie Anakina Skywalkera, poprzez upadek młodego Jedi, aż po Bitwę o Endor i ostateczną rozprawę z Imperatorem. W sumie w twoje ręce trafia pakiet 36 (po 6 na każdy epizod) mniej – pierwsze trzy epizody – lub bardziej – Stara Trylogia – rozbudowanych poziomów, w których wcielisz się zarówno w potężnych Jedi, droidów, jak i zwykłych szaraczków z blasterami. Wszystko to oczywiście okryte pokaźną dawką znakomitego humoru. Szczególnie zabawne są filmiki przerywnikowe pojawiające się przed i po (a nierzadko także i w trakcie) misji. Przedstawiają one, sparodiowane w niezwykle subtelny sposób, najbardziej znane sceny z filmów. Dla przykładu: „robótka ręczna” z Nowej Nadziei tudzież efektowna ucieczka przed pożarciem przez potwora pustynnego z Powrotu Jedi.

Dostęp do kolejnych etapów uzyskujemy z poziomu Mos Eisley Cantina, pomieszczenia w którym pojawiamy się po załadowaniu gry. W lokacji startowej znajduje się sześć drzwi symbolizujących sześć epizodów. Początkowo mamy dostęp tylko i wyłącznie do Mrocznego Widma. Po przestąpieniu odpowiednich drzwi, naszym oczom ukazuje się kolejna szóstka drzwi oznaczających tym razem kolejne misje wchodzące w skład danego epizodu. Po ukończeniu pierwszego etapu Mrocznego Widma uzyskamy dostęp do kolejnego oraz – co jest dla mnie pewną niekonsekwencją – pozostałych pięciu epizodów. O ile więc w obrębie pojedynczego epizodu pozostajemy związani pętami chronologii, o tyle już po kolejnych częściach gwiezdnej sagi możemy swobodnie skakać. Jak dla mnie bez sensu.

Oczywiście, rola kantyny nie ogranicza się tylko i wyłącznie do trójwymiarowego menu wyboru misji. Prócz zupełnie nieprzydatnej możliwości zakupienia u barmana podstawowych wskazówek dotyczących gry tudzież wywołania konsoli pozwalającej na wpisywanie cheatów (litości :P), możemy m.in. sprawdzić progres ukończenia tytułu, albo upłynnić zbierane podczas zabawy klocki na… inne klocki bądź zawartość dodatkową (przede wszystkim nowe postacie). Sporo zabawy dostarcza też zbiornik z bactą, pełniący tutaj rolę kreatora postaci, za pomocą którego możesz stworzyć dwa unikalne LEGO-ludziki, mieszając i zmieniając części „garderoby” pozostałych postaci występujących w grze. Jeśli więc chcesz sprawdzić, jak wyglądałaby postać złożona z portek Luka, tułowia Lei z komnaty Jabby i głowy Dartha Vadera, to masz znakomitą ku temu sposobność.

Warta odnotowania jest też obecność dwu dodatkowych pomieszczeń. W pierwszym z nich (złomowisku) gromadzone są specjalne klocki, fragmenty pojazdów, które możesz znaleźć podczas przechodzenia misji. Na każdym z poziomów twórcy ukryli 10 klocków. Znalezienie każdej dziesiątki premiowane jest odblokowaniem nowego pojazdu. Na pewnym etapie rozgrywki otrzymasz też możliwość wykonywania specjalnych misji dla Jabby. Przerośniętego Hutta znajdziesz w jego gabinecie, drugim z dodatkowych pomieszczeń.

Przystępując do zabawy w oczy rzuca się wielość dostępnych w grze trybów rozgrywki. Każdy z przygotowanych przez twórców poziomów przejść można na kilka sposobów: w trybie fabularnym (Story Mode), dowolnym (Free Play Mode) i w ramach wyzwania (Challenge Mode). Początkowo dostępny jest tylko pierwszy z nich. Pula grywalnych postaci i pojazdów jest tutaj z góry ustalona przez scenarzystów, więc o śmiganiu Anakinem w towarzystwie generała Grievousa i Chewbacci po pokładzie Gwiazdy Śmierci w poszukiwaniu księżniczki Lei możesz raczej zapomnieć. Po ukończeniu etapu w trybie fabularnym zyskujesz jednak dostęp dwu pozostałych. Challenge Mode to w największym skrócie swoisty „nabijacz klocków”. W wyznaczonym limicie czasowym musisz zebrać dziesięć zbiorników z klockami. Jeśli ci się uda, otrzymujesz pokaźną premię klocko-moment, tutejszej waluty. I to w zasadzie tyle. Gra dowolna to natomiast… gra dowolna w dosłownym tego słowa znaczeniu. Przed misją kompletujesz zespół wedle własnego widzimisię i jazda. Granica absurdu jest tutaj niezwykle płynna, a pojedynki w stylu Jar Jar Binks kontra Imperator na porządku dziennym. I powiedzcie mi teraz, jak można nie lubić tej gry?

Z pewnością nie ze względu na jakieś niedoróbki w budowie poziomów, gdyż o takich mowy być tutaj nie może. Level designerzy z Traveller’s Tales to profesjonaliści w pełnym tego słowa znaczeniu. Poszczególne poziomy zaprojektowane są doprawdy niezwykle ciekawie. Wszędzie gdzie się spojrzy, pełno jest najrozmaitszych budowli z klocków LEGO (część z nich musimy sami poskładać). Dodatkowo poszczególne mapy pełne są ukrytych lokacji, do których dostęp nie należy do najłatwiejszych, niekiedy zaś wymaga ponownego przejścia danej planszy ponownie innym bohaterem. Gwoli przykładu, Jar Jar jako jedyny może wskoczyć na niektóre platformy. Nie jestem pewien, bo przyznam szczerze, nie liczyłem czasu potrzebnego na przejście konkretnych etapów, ale wydaje mi się, że pierwsze trzy epizody przechodzi się jakby szybciej. A może po prostu tak dobrze się bawiłem, że straciłem poczucie czasu? Hmm…

Generalnie jedyną rzeczą, za którą mógłbym udzielić autorom w krótkich, żołnierskich słowach reprymendy w stylu „chłopaki spieprzyliście to”, jest praca kamery. Kilka razy byłem bliski ciśnięcia padem o podłogę, kiedy po raz enty z kolei zmaściłem źle wymierzając odległość pomiędzy platformami podczas skoku. Nieszczególnie porywająca jest też AI tak LEGO-wrogów, jak i LEGO-kumpli. O ile jednak ci pierwsi próbują jeszcze zrobić krzywdę kierowanej przez ciebie postaci (w myśl zasady „w kupie siła”, ale zawsze), o tyle ci drudzy pełnią rolę zwyczajnych statystów. Raz doszło nawet do sytuacji, że nie mogłem ruszyć akcji do przodu, gdyż sterowany przez komputer kompan, nie potrafił wskoczyć na położoną wyżej półkę skalną z użyciem AT-ST. Musiałem więc skorzystać z dobrodziejstw tryby multi (dołączyć czy opuścić grę drugi zawodnik może w dowolnym momencie) i poprosić moją błąkającą się gdzieś po domu młodszą siostrę, by chwyciła za drugiego pada i pomogła mi przejść ten nieszczęsny etap.

Oprawa wizualna LEGO Star Wars: The Complete Saga w porównaniu do poprzedniczek przeszła solidny lifting. Podobać się może z pewnością wytapetowane zupełnie nowymi teksturami otoczenie. Warte odnotowania jest też pojawienie się świeżych efektów graficznych z rozmyciem i innymi blurami na czele. Naturalnie nadal wszystko jest tu kanciaste i mocno umowne, ale cóż, taka jest przecież konwencja i urok gier z LEGO w tytule. Technologiczne średniowiecze prócz gwaranta niesamowitego klimatu, ma też bardziej przyziemne plusy, chociażby niską zasobożerność. Wymagania sprzętowe produkcji są na tyle niewielkie, że odpali się nawet na rzęchu, który pamięta premierę, no może niekoniecznie Mrocznego Widma, ale Ataku Klonów już na pewno.

LEGO Star Wars: The Complete Saga zadebiutowała w naszym pięknym kraju dzięki staraniom firmy Cenega. Gra dostępna jest w oryginalnej, angielskiej wersji językowej (przetłumaczona została tylko instrukcja i napisy na pudełku). Jest to zabieg de facto dość niespotykany, zważywszy na to, iż gra została sklasyfikowana przez PEGI na „trójkę”, a więc grać w nią będą także kilkuletnie szkraby oraz że wchodzące przecież w jej skład LEGO Star Wars i LEGO Star Wars II: The Original Trilogy zostały kilka lat temu wydane u nas w zlokalizowanej wersji. Ja wiem, że za wiele gadania tutaj nie ma, bo przez całą grę nie pada ani jedno słowo… i jedyne co wymagałoby przetłumaczenia to teksty w menusach, we wprowadzeniach do misji i w komentarzach pojawiających się czasem na dole ekranu, ale… No właśnie…

Jest śliczna i zabawna, a nawet jeśli czasami potrafi solidnie zirytować (praca kamery), trudno się na nią długo gniewać, gdyż roztacza wokół siebie jedyny w swoim rodzaju, rozbrajający urok. Nie jest to może produkcja, przy której można wysiedzieć wiele godzin podczas jednej sesji, tym niemniej serwowana w dawkach nie większych niż po godzince dziennie, sprawdza się doprawdy wyśmienicie. Jest tylko jeden problem. W gruncie rzeczy to przecież odgrzewany kotlet… Jeśli do tej pory nie dane ci było zagrać w żadną z gier z serii LEGO SW, kupuj w ciemno. Jeśli jednak zarówno „jedynkę”, jak i „dwójkę” zdążyłeś już dawno poprzechodzić na 100%, nie znajdziesz tu na dobrą sprawę nic, co uzasadniałoby konieczność wydania tych 80 zł, jakie życzy sobie za grę dystrybutor. Dla mnie The Complete Saga była pierwszym kontaktem z Gwiezdnymi Wojnami w wydaniu LEGO (dopiero na potrzeby tekstu sięgnąłem po poprzednie części) i przyznam szczerze, bawiłem się jak kilkuletnie dziecko.

* co poniektórzy – wprawdzie z lekką nutką ironii – posuwają się do stwierdzenia, że Gwiezdne Wojny w wydaniu LEGO, to jak do tej pory najlepsze komputerowe adaptacje sagi Lucasa.

Info:

Gatunek: gry akcji (TPP) / zręcznościowe (przygodowa)
Oficjalna strona gry: http://www.lucasarts.com/games/legostarwarssaga/
Producent: Traveller’s Tales
Wydawca: LucasArts
Wydawca PL: Cenega Poland
Cena: 79,90 zł

Wymagania:
Procesor: Intel P3 1 GHz lub AMD Athlon XP lub lepszy
Pamięć: 256 MB, (512 MB dla systemu Windows Vista)
Karta grafiki: 128 MB, Pixel shader w wersji 2.0
Napęd: DVD
Miejsca na HDD: 5 GB
System operacyjny: Windows Vista / XP SP2

Składam podziękowania za współpracę firmie Cenega

Krzysztof “Havret” Cebula

Podziel się z innymi: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • Digg
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Gwar

Powiązane:

  1. Premiera LEGO Star Wars: The Complete Saga!
  2. LEGO Star Wars: The Complete Saga w planie wydawniczym Cenega!
  3. Ruszył preorder LEGO Star Wars: The Complete Saga w sklepie Cenega!
  4. Lego Star Wars II kontratakuje
  5. Demo LEGO Star Wars II: The Original Trilogy


Voodoo Guild on Facebook


« »

1 komentarz do “LEGO Star Wars: The Complete Saga”

  1. Imperator napisał:

    JAK ODBLOKOWAĆ IMPERATORA BEZ KUPYWANIA GO????

Zostaw komentarz

Anti-Spam Protection by WP-SpamFree