» joszko | poniedziałek, 30-11-2009 21:29 |
|

Spokój, lekka ambientowa muzyka. Kontrastuje to trochę z emocjami przed monitorem. Niektórzy by to osiągnąć wydają miliony dolarów i zatrudniają sztab specjalistów. Innym wystarczy ciekawy pomysł. Zaskakujące jak wiele czasu można spędzić przy grze, która posiada w zasadzie jedną zasadę – pochłoń lub bądź pochłonięty. Wszystko to osadzone w niezbyt krzykliwej oprawie sprawia, że otrzymujemy grę, której warto się przyjrzeć.
W Osmos kierujemy niezbyt wyrazista postacią. Jest nią pyłek czy tez inna forma mikroskopijnego życia. Przebywa ona w dość niebezpiecznym otoczeniu. Każdy ruch może skutkować tym, że spotkamy się z większym pyłkiem. Tutaj nie ma żadnych statystyk. Nie liczy się rodzaj broni, czy też liczba posiadanych apteczek. O wszystkim decyduje jedno – rozmiar. Jeśli przeciwnik jest większy od Ciebie, to jednym słowem masz… przechlapane. Jedynym sposobem na obronę jest wchłonięcie tych, którzy mają pecha być mniejszymi i znaleźć się na naszej drodze. Rośnie nasz rozmiar, a wraz z nim nasza siła rażenia. Taka właśnie jest droga do zwycięstwa, stać się największym rozrabiaką na placu zabaw tak, by nikt nie był w stanie nam zagrozić. Proste? Zasady są proste, jednak twórcy gry nie byliby sobą, gdyby nie utrudnili nam trochę życia.
Po świecie gry poruszamy się wyrzucając w określonym kierunku bąbelki czy też pyłki. Siła odrzutu sprawia, że ruszamy wtedy w przeciwną stronę. Trzeba jednak uważać, bowiem to, co zużyjemy, jako napęd zostanie odjęte od naszej masy. Może się więc zdarzyć, że rozpędzając się, by wchłonąć inny pyłek docierając do niego jesteśmy już zbyt mali. Inną przeszkodą jest fakt, że nie wszystkie pyłki będą biernie czekać, aż je wchłoniemy. Na niektórych poziomach krążymy po orbicie wokół ogromnego niby-słońca. Na innych pyłki zachowują się jak istoty żywe mające ten sam cel, co my – przeżyć. Naszym zadaniem jest im w tym przeszkodzić. Czasem stanowi to nie lada wyzwanie. Mamy więc poziomy (w sumie jest ich 47 + trochę rzeczy do odblokowania), na których potrzebna jest szybka reakcja, są również takie, które wymagają odrobiny namysłu. Nie ma limitu czasowego, lecz każda chwila zwłoki oznacza, ze przeciwnik staje się większy, a zatem groźniejszy. Z czasem zacznie brakować również „narybku”, który jest łatwym łupem. Skoro już o czasie mowa, to czas jest jedną z nielicznych broni, którą dysponujemy. Za pomocą kółka myszki możemy przyśpieszać czas, natomiast prawy przycisk myszy zwalnia upływ czasu. Poziom trudności jest dość wysoki i nie raz będziemy próbować przechodzić ten sam etap nawet kilka razy. Z pewnością wielu się zniechęci. Więc jest to zdecydowanie gra dla wytrwałych. Ułatwieniem może być losowe generowanie poziomów.
Od strony audiowizualnej można powiedzieć, że jest skromnie i przejrzyście. Nie jesteśmy atakowani zewsząd różnorakimi efektami graficznymi. Tutaj większą część oprawy stanowią ładne pyłki w różnych kolorach. Zasada jest prosta – unikamy czerwonego i czarnego, wchłaniamy niebieskie i uważamy na zielone. Najważniejsze jest to, że wymagania sprzętowe gry są tak małe, że uruchomić ją może nawet wasza pralka. Muzyka to klimatyczny ambient. Po załadowaniu poziomu gra pokazuje nazwę artysty i tytuł utworu. Pośród wykonawców przewijają się wielcy gatunku, tacy jak na przykład Biosphere. Granie bez dźwięku – w tym przypadku – to jak oglądanie meczu bez dopingu kibiców. Da się to, co prawda, oglądać, ale cała magia pryska.
Gra autorstwa studia Hemisphere to przykład niemal idealny gry „casual”, która wciąga niczym bagno. Mamy proste zasady i stopniowo zwiększający się poziom trudności, który sprawia, że nie odchodzimy od monitora. Nic dziwnego, że została wyróżniona na tegorocznym Independent Game Festival. Jeśli chodzi o poziom trudności, to na szczęście jest dostępna wersja demo i można sprawdzić, czy nie jest to gra, na której połamiemy sobie zęby i szybko zniknie ona z naszego dysku twardego, tak samo jak pieniądze z naszego konta. Jednakże, jeśli dacie grze Osmos szansę, to czeka was sporo (wymagającej, choć satysfakcjonującej) rozgrywki. Warto zwrócić uwagę również na cenę, która wcale nie jest wysoka. Tak więc znów grupka nieznanych nikomu ludzi zagrała na nosie wielkich tej branży… Polecam.
Marcin “joszko” Brzeski
Powiązane:











