» DeDark | sobota, 19-8-2006 4:24 |
|
Czego potrzeba do szczęścia prawdziwym tygryskom? Setki koni mechanicznych pod maską? Mocnego zderzaka? Może wielkiego działa by było, czym straszyć niepokornych? A może wszystko na raz? Tylko gdzie znaleźć coś, co pasuje do wszystkich przytoczonych opcji? Symulacji czołgów na rynku jak na lekarstwo. Na bezrybiu i rak ryba. Czyżby, zatem Panzer Elite Action: Pola Chwały miałby być tym czymś, co tygryski lubią najbardziej? W teorii. Spójrzmy zatem, jak wygląda praktyka.
Obecnie mamy panującą nam miłościwie modę na II wojnę światową. Co chwila na rynku pojawia się kolejna gra osadzona w tych realiach. Nic na to nie poradzimy. Zresztą, nie ma się czemu dziwić. W końcu to największy konflikt militarny w historii ludzkości, tak więc jest z czego czerpać inspirację. Po moim krótkim wstępie można się zorientować, czego dotyczy ta gra – czołgów. Na rynku jest wyraźny deficyt gier, w których kierujemy czołgami. Dziwne, zwarzywszy na to, że to właśnie od czołgów zależały losy wielu bitew. Jedynymi grami, które mogę sobie przypomnieć w tej chwili jest seria Armored Fist i stareńkie Panzer Elite. Teraz ukazała się nowa gra spod znaku Panzer Elite. W tytule gry jest jednak jedno słowo, które od razu definiuje to, czym ona jest. To słowo to… Action.
Tak! Mamy do czynienia z grą zręcznościową wymagającą od nas przede wszystkim refleksu i zdolności manualnych. Zwykle w tego typu grach fabuła nie ma znaczenia i… w tym przypadku jest podobnie. W kampanii mamy do przejścia 18 misji podzielonych między trzy strony konfliktu. Zaczynamy grę wcielając się w niemieckiego oficera dowodzącego czołgiem. Najpierw atakujemy Polskę (te kilka misji pełni role samouczka), potem Francję by w końcu trafić pod Stalingrad. Jednak nie będzie nam dane zmienić losów wojny, bowiem mimo pomyślnie wykonanych misji, Niemcy poniosą porażkę. W tym momencie przesiadamy się do rosyjskiego T-34 by spod Stalingradu ruszyć na Berlin. Potem znów przyjdzie nam zmienić stronę konfliktu i narodowość podczas lądowania w Normandii, kiedy ruszymy na Rzeszę Niemiecka od zachodu. Żeby nie było nudno to wraz z naszymi postępami w grze zwiększa się poziom trudności. Oznacza to jednak jedynie zwiększenie liczby czołgów i dział przeciwpancernych, przez które będziemy musieli się przedrzeć. Niestety gra po dłuższej rozgrywce staje się monotonna. Dzieje się tak, dlatego, że przez niemal całą grę idziemy na przód rozwalając, co się da. Misje zwykle mają te same cele: zniszcz, dojedź we skazane miejsce, obroń coś przed wrogiem (kolejność dowolna). Fabuła, którą jesteśmy raczeni w czasie ładowania się kolejnych misji skupia się na relacjach między członkami załogi i przemyśleniach dowódcy. W czasie gry jednak zapominamy o tym, że mamy załogę i gdyby nie kwestie dialogowe wygłaszane od czasu do czasu przez jej członków, to ten element gry nie byłby nawet wart wzmianki. A dlaczego zapominamy?
Bo sterowanie naszym czołgiem odbywa się za pomocą myszki, która celujemy i klawiszy WSAD, którymi sterujemy. Sytuację na polu bitwy obserwujemy z nad czołgu, ewentualnie w zbliżeniu znad lufy. Nie ma możliwości zobaczenia pola walki z perspektywy np. kierowcy. Nie czujemy tego, że oprócz nas ktoś jeszcze siedzi w tym czołgu.
Jeśli chodzi o same maszyny, to jest ich dostępnych bardzo dużo. Co prawda nie mamy wyboru, jakim czołgiem pojedziemy w danej misji, ale w każdej misji dostępny jest inny model – wraz z postępami w grze kierować będziemy coraz potężniejsze jednostki. Ciężko odczuć jakąkolwiek różnicę między nimi, co do sposobu prowadzenia. Wszystkie prowadzi się tak jakby ślizgały się po ziemi. Wystarczy, że sekundę za długo przytrzymamy klawisz odpowiadający za skręt w daną stronę i nasz czołg kręci efektownego bączka. Niektórzy nazwą to „realizmem”. Mnie osobiście to nie raz doprowadzało do szewskiej pasji zwłaszcza, gdy trzeba było wyjechać szybko z jakiegoś miejsca będącego pod obstrzałem. Można oczywiście włączyć opcję „łatwego sterowania”, który oznacza, że czołg będzie jechał tam gdzie wskazuje lufa czołgu. Watro wspomnieć też o tym, że nasz czołg to twarda sztuka niezależnie od modelu. Czołg wroga należy trafić 2-3 razy żeby go zniszczyć. Natomiast nasz wytrzymuje o wiele więcej trafień. Dodatkowo w czasie gry spotykać będziemy dwa przydatne budynki. Jeden to magazyn amunicji, w którym uzupełnimy zapasy amunicji do działa (zapasy amunicji do karabinu mamy nieograniczone) oraz warsztat, w którym w mig naprawimy nasz czołg i czołgi w naszym oddziale. Tak, oddziale. Nie będziemy, bowiem samotnymi mścicielami. Zawsze towarzyszyć nam będą 2-4 czołgi, którym możemy wydawać proste rozkazy. Ciekawostką jest, że o ile ulegają one uszkodzeniom to o dziwo zapasów amunicji nie muszą uzupełniać. Rozkazy wydajemy im za pomocą dwóch klawiszy. Zawsze do wyboru mamy jeden z dwóch rozkazów, które zmieniają się w zależności od tego, w co celujemy. Gdy celujemy w warsztat możemy wydać rozkaz naprawy a gdy celujemy we wroga rozkaz otwarcia ognia lub uderzenia z flanki bądź od frontu.
Graficznie gra prezentuje się całkiem dobrze. Graficy postarali się i uraczyli nas bardzo szczegółowo wykonanymi czołgami i terenami, przez które przejeżdżamy. Oko cieszą takie smaczki jak spaliny wydobywające się z rur wydechowych i dym z działa po wystrzale. Nie uniknęli jednak wpadek. Najbardziej denerwowało mnie to, że gdy czołg lub działo strony przeciwnej konfliktu strzela to z lufy wylatuje coś w rodzaju promienia lasera… Brzmi to dziwnie, ale rzeczywiście tak to wygląda. Inną ciekawostką jest możliwość przewalenia drzewa po strzeleniu z działa w jego koronę. Cóż… nikt nie mówił, że będzie to aż tak realistyczna gra. Wszystkie pojazdy w grze (nie tylko czołgi) odwzorowane są zgodnie z prawdą. Znawcy tematu będą mogli nawet rozpoznać poszczególne modele samolotów latających nad polem bitwy. Od strony dźwiękowej Panzer Elite Action nie zachwyca, choć nie mamy ochoty wyłączać muzyki po pewnym czasie. A to plus.
Na początku tego tekstu wspomniałem o teorii. W praktyce otrzymujemy grę zręcznościową, która na pewno nie zadowoli wymagających graczy. Jednak z pewnością nie była ona do nich adresowana, więc chyba nie ma się, czym przejmować. Dla kogo przeznaczony jest Panzer Elite Action? Wydaje mi się, że do osób, którzy chcą się (prawie) bezstresowo bawić przy prostej w swoich zasadach grze. Jeśli masz zamiar pograć sobie okazyjnie w tę grę to pozytywnie ocenisz ten produkt. Jeśli jednak masz zamiar spędzić przy niej całą noc to istnieje niebezpieczeństwo, że zniechęcisz się do gry. Natomiast, jeśli lubisz czasem popatrzeć przez wizjer kierowcy czołgu to radzę o tej grze zapomnieć.

Składam podziękowania za współpracę firmie Cenega Poland
Marcin „joszko” Brzeski
Powiązane:
- Theatre of War: Pola Zagłady – już w sklepach
- Theatre of War: Pola Zagłady – tylko w Polsce z dodatkiem Bitwa o Moskwę oraz Edytorem Gry!
- Theatre of War: Pola zagłady – tylko w Polsce w wersji 1.4.0.57, najnowsza wersja gry od razu w pudełku!
- LucasArts ujawnia Star Wars Battlefront: Elite Squadron na PSP i DS
- Kup S.T.A.L.K.E.R.’a – zgarnij prenumeratę CD Action!






















