» DeDark | poniedziałek, 31-7-2006 17:08

Super żołnierz. Skąd ja znam ten motyw? Z dziesiątek gier, w których jest się jedynym wspaniałym bohaterem, który może zakończyć wojnę i uratować świat? A może z wielu filmów takich jak Uniwersalny Żołnierz z Van Dammem? Tak czy inaczej temat oklepany i przemaglowany w wielu różnych produkcjach. Czy można w takim razie pokazać coś nowego? Wątpię. Można jedynie zrobić to lepiej od konkurencji. Z takim właśnie podejściem otwierałem pudełko z grą UberSoldier.

Konwój, którym podróżował nasz bohater (należący oczywiście do elitarnej jednostki wermachtu) wpadł w pułapkę. Efekt był taki, że cały oddział został wyrżnięty w pień. Na szczęście w przyrodzie nic się nie marnuje. Mądrzy niemieccy naukowcy wynaleźli sposób na ożywienie martwej materii. Nie dość, że martwi żołnierze powracają do życia to jeszcze uzyskują gratis super moce. Tak powstaje Ubersoldier – nadżołnierz, który może zmienić losy wojny. Jest tylko jeden problem… jak ich kontrolować. Po latach prób i błędów opracowano sposób, dzięki któremu taki nadżołnierz słuchać się będzie pierwszej osoby, którą zobaczy, gdy się obudzi po całym procesie. Wystarczy zadbać o to by była to właściwa osoba. Niestety jak to zwykle bywa pojawiają się komplikacje… Nasz bohater budzi się i zamiast facetów w szpitalnych fartuchach widzi kobietę z pistoletem. Od tej chwili staje się członkiem niemieckiego ruchu oporu.

      

Uzbrojeni jedynie w nóż szukamy wyjścia ze szpitala psychiatrycznego. W tym miejscu ujawnia się pierwsza wada gry. Poziomy są proste jak konstrukcja cepa. Wystarczy podążać za mapką umieszczoną w prawym górnym rogu ekranu, na której zaznaczone są wszystkie kluczowe miejsca oraz leżące na ziemi apteczki i broń. Żadnych zagadek, żadnych zacięć. Zawsze wiemy gdzie mamy iść. Prosto przed siebie. Innej drogi nie ma. Misje rozgrywane są w różnych, choć podobnych do siebie lokacjach. Zwiedzimy trochę Niemiec, fabrykę w Czechosłowacji a nawet wpadniemy na chwilę do bunkra na polskim wybrzeżu Bałtyku. Niestety wszystkie polegają na nieustannym parciu naprzód. Wyjątkiem jest poziom na łodzi podwodnej. Szkoda, że jest takim krótkim rodzynkiem. Dodatkowo nie jest to gra, w której idziemy niczym w Half-Life 2 przez całą grę oglądając zaledwie kilka razy napis „loading”. Tutaj każdy poziom ładuje się bardzo dłuuugo. Zdążycie sobie zrobić herbatkę w przerwie między misjami. Dodatkowo między misjami można (a nawet trzeba, bo nie można tego pominąć) wstawki wtajemniczające nas w fabule wykonane na engine gry. Tak drętwych dialogów to ja już dawno nie widziałem. Widać, że oszczędzano na dubbingu. Dialogi są pełne patosu, aż nim ociekają. Tak, że nie wiadomo czy śmiać się czy płakać nad poziomem ich wykonania. Mnie osobiście częściej zdarzyło się uśmiać nad powagą, z jaką główni bohaterowie wygłaszają pompatyczne teksty.

Podobnie ma się sprawa z wrogami. Wyskakują ich zawsze całe tabuny. Wchodząc do jakiegoś pomieszczenia można by niemal pewnym, że zasypie nas grad kul. Wtedy trzeba szybko i precyzyjnie eliminować wroga. Może to by trudne, ponieważ zdarzają się momenty, gdy gra nieprzyjemnie zwalnia nawet na niskich ustawieniach. Dobrze ze jako tytułowy nadżołnierz nie jesteśmy bezbronni. Możemy za naciśnięciem klawisza stworzy pole siłowe wokół siebie, które zatrzyma pociski (niestety nie zatrzymuje granatów). Widać niczym w Matrixie jak pociski zatrzymują się przed nami w polu siłowym a gdy je wyłączamy to spadają na ziemię. Długość działania pola jest ograniczona ilością energii, którą odzyskujemy w czasie gry. Gdy jej poziom jest duży to wyłączając pole siłowe sprawiamy, że pociski wracają tam skąd je wystrzelono. Dodatkowo można zwiększyć maksymalną ilość energii zabijając trzech wrogów strzałem w głowę w krótkim odstępie czasu. Podobnie można zwiększyć maksymalną ilość zdrowia. Do tego potrzeba zabić trzech przeciwników za pomocą noża.

      

Wracając do jednostek które możemy eksterminować… Można wyróżnić wśród nich pacjentów szpitala psychiatrycznego, których poddano tej samej kuracji, co naszego bohatera, oficerów SS oraz tradycyjnych żołnierzy wermachtu. Czasem trafiają się jakieś rodzynki w postaci żołnierzy posiadających zdolność telekinezy. Jeśli chodzi o ich inteligencję to jest ona bardzo sztuczna. Taktyka wroga ogranicza się do ataku kupą nie żałując amunicji. W myśl zasady „I Herkules dupa, kiedy wrogów kupa”.

Żeby nie było nudno to do zabawy oddano nam 16 różnych broni z okresu II Wojny Światowej. Podzielone są one na 5 kategorii, przy czym jednocześnie można mieć na sobie po jednej broni z każdego rodzaju. Wybór broni odbywa się za pomocą menu podobnego do tego, jakie znamy z serii Half-Life. W sumie nie ma, na co narzekać, choć z drugiej strony większość gry można przejść korzystając jedynie z MP-40.

      

Warto wspomnieć o grafice. Gra działa na autorskim silniku graficznym. Wyświetla on większość efektów obsługiwanych przez najnowsze karty graficzne. Wszystko prezentuje się bez zarzutu, choć powiedzmy sobie szczerze, że Unreal Engine 3 to nie jest. Może to i dobrze, bo można pograć na słabszych maszynach. Nie ma jednak róży bez kolców. Nie przyłożono się zbytnio do optymalizacji gry, ponieważ jak już wspomniałem wcześniej są momenty, kiedy gra potrafi nieprzyjemnie zwolnić nawet na mocniejszych konfiguracjach. Wszędzie dominują różnorakie odcienie brązu budujące klimat – bo mimo wszystko takie coś istnieje. Miejscami bywało po prostu zbyt ciemno, więc bez majstrowanie przy poziomie jasności się nie obyło. Autory gry chwalą się na pudełku także dość intensywnym wykorzystanie fizyki w grze. Szczerze powiedziawszy to nie przejawia się ona zbyt często.

Jeśli chodzi o to, co dociera do naszych uszu to warty wzmianki jest fakt, że, mimo, iż akcja rozgrywa się głównie na terenie Niemiec to nie usłyszymy ani jednego słowa po niemiecku. Żołnierze wermachtu znają jedynie słowo „Rebels!” a członkowie ruchu oporu „I see nazis!”. Wszystko w nienagannym języku angielskim be śladu jakiegokolwiek akcentu. Po pewnym czasie ma się tego dość. O drętwości pozostałych dialogów już pisałem. Jeśli chodzi o muzykę to jako taka w grze występuje, choć w charakterze szczątkowym.

      

To, czym okazała się ta gra kojarzy mi się z Serous Samem. Nie dla tego, że jest to prosta strzelanina (a taka właśnie jest), lecz z powodu podejścia do tematu. Twórcy Poważnego Sama nie kryli się wcale z tym, że ich gra ma służyć odmóżdżeniu po ciężkim dniu. Natomiast ludzie z Burut najwyraźniej chcieli ukryć ten fakt. Szkoda, że im się nie udało. Gra może dostarczyć dużo pozytywnych wrażeń o ile nie będziemy od niej byt wiele wymagać. Rozczarowałem się nieco, bo po wersji beta spodziewałem się, że efekt końcowy będzie inny. Otrzymaliśmy tylko kolejną grę w realiach II Wojny Światowej. Tylko tyle…

Info:

Gatunek: FPS
Oficjalna strona gry: www.ubersoldier.net
Producent: Burut
Wydawca: CDV
Wydawca PL: Cenega
Cena: 59,90 zł
Ceneo

Wymagania:
Procesor: Pentium 4 lub odpowiednik
Pamięć: 512MB RAM
Karta grafiki:
Zgodna z DirectX 128 MB
Karta dźwiękowa: Zgodna z DirectX
Napęd: DVD-ROM
System operacyjny: Windows 2000/XP

Składam podziękowania za współpracę firmie Cenega Poland

Marcin „joszko” Brzeski

Podziel się z innymi: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • Digg
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Gwar

Powiązane:

  1. UberSoldier – Exclusive PR Preview
  2. UberSoldier 2
  3. ÜberSoldier demo!
  4. Faces of War: Oblicza Wojny
  5. Rogue Trooper


Voodoo Guild on Facebook


« »

Zostaw komentarz