» DeDark | piątek, 3-7-2009 2:45 |
|

Wbrew pozorom, żywot wirtualnego kierowcy to nie tylko profesjonalne tory, dynamiczne wyścigi ulicami miast, imponujące maszyny z setkami koni mechanicznych pod maską czy wgniatająca w fotel i rozmywająca wszystko w polu widzenia prędkość. Jak udowadniają Czesi – to także niewdzięczny fach kierowcy TIRa i… komunikacja miejska.
Nie przypadkowo mowa o naszych południowych sąsiadach, bo to właśnie praskie studio SCS Software od lat akcentuje swoją obecność na rynku gier komputerowych kolejnymi odsłonami serii 18 Wheels of Steel. Cykl ten jednak, choć cieszył się gromadą wiernych fanów, wtórnością i niedoróbkami powoli zniechęcał graczy. Dlatego Czesi zapragnęli odmiany i dwa lata temu w swym dotychczas monotonnym i do bólu przewidywalnym planie wydawniczym umieścili dwie nowe pozycje – Euro Truck Simulator (wyjątkowo słaba kopia 18WoS w europejskich realiach) oraz Bus Driver’a.
Gra, jak łatwo się domyśleć, pozwala zasiąść nam za kierownicą autobusu. Menu, pojawiające się po uruchomieniu gry, nie przyprawia o zawrót głowy mnogością opcji – brak tu jakiegokolwiek podziału na tryby rozgrywki, jest wyłącznie jedna zakładka, w której dostajemy do realizacji szereg trzydziestu, udostępnianych stopniowo wraz z postępami scenariuszy. Wszystkie na dobrą sprawę wyglądają tak samo – krótki, dwuzdaniowy zalążek fabularny, mapka z zaplanowaną trasą i zaznaczonymi przystankami, na których mamy się zatrzymać. Ogółem rzecz biorąc każdy z epizodów zajmuje od kilku do kilkunastu minut, a poziom trudności – co naturalne – z czasem rośnie. Siadamy za kółkiem i ruszamy w drogę!
W każdej misji nadrzędnym celem, determinującym naszym poczynania jest… licznik punktów. Jak osiągnąć ich jak największą liczbę? Realizując restrykcyjne i sztywne do bólu nakazy i zakazy. W sumie to dobrze, nie mamy do czynienia ze zręcznościową zabawą, a symulatorem. Przede wszystkim, musimy trzymać się wyznaczonej trasy i zatrzymywać na wszystkich należących do danej linii przystankach. Nie bez znaczenia jest punktualność – wszak i my nie lubimy, gdy wydłużające się minuty czekania pod wiatą zdają się trwać całą wieczność.
Drugim istotnym elementem oceny naszych poczynań jest rozsądna, ostrożna jazda. Musimy uważać na współużytkowników szos i wystrzegać się zderzeń – każdy wypadek wpływa negatywnie na komfort pasażerów. W grze nie zaimplementowano żadnego, choćby prymitywnego systemu kolizji, dlatego uderzenie w inny pojazd przypomina uderzające o siebie klocki. Nasza maszyna nie ulega najmniejszym zniszczeniom, nie pękają nawet szyby, nie gnie się blacha, a co więcej, nie pogarszają się nawet osiągi autobusu. Jedyną karą za brawurę są ujemne punkty.
Minusem jest też otoczenie, z którym brak praktycznie żadnej interakcji. Można jedynie przewracać latarnie i pojawiające się rzadko słupki, a i to wygląda komicznie – potrącenie gumowego pachołka nawet przy malutkiej prędkości brzmi (i jest „nagradzane”) tak, jakbyśmy co najmniej skasowali cały przód..
Bardzo trudnym do przestrzegania, ale i wzmagającym poczucie realizmu jest zakaz zbyt gwałtownego hamowania, co szczególnie daje się nam we znaki, gdy przed rozpędzoną, niełatwą do zatrzymania kupą żelastwa nagle zmieniają się światła. Dylemat – przestrzeganie przepisów, czy satysfakcja klientów…
Oczywiście, również restrykcje kodeksu ruchu drogowego nie zostały przez autorów pominięte – musimy nie tylko uważać na światła, czy na jazdę pod prąd, ale także za absolutnie każdym razem włączać odpowiedni kierunkowskaz choćby przy zmianie pasa.
W grze do dyspozycji dostajemy przeszło dziesięć maszyn, choć niektóre niemal niczym się nie różnią. Warte wymienienia są: autokar turystyczny, żółty bus szkolny, przywodzący na myśl Wielką Brytanię czerwony piętrus, okratowana więźniarka i kilka różnych modeli miejskich. Szkoda, że brak choćby jednego przegubowca, nieodłącznego elementu krajobrazu polskich metropolii. Jeśli chodzi o sterowanie, modele nie różnią się znacząco od siebie, choć uważnym spojrzeniem można dostrzec detale, jak inna pojemność, prędkość maksymalna, czy może trochę mniejsza zwrotność pojazdu dwupiętrowego.
Trzeba oddać twórcom, że model jazdy został starannie wyważony. Z jednej strony czuć dużą masę, ograniczone ruchy, znacząco wydłużoną droga hamowania i zachodzenie na zakrętach, a z drugiej – nie przeszkadza to szybkiemu nabraniu wprawy i przyjemnej jeździe. Plusik należy się za zmienne warunki pogodowe, jakie panują w wirtualnym miasteczku – nie dość, że uatrakcyjniają oprawę i zwiększają widowiskowość, to na dodatek utrudniają jazdę. Przygody na zmrożonej nawierzchni to miła odmiana.
Zabawę uprzykrza jednak jeden karygodny grzech zaniechania – brak możliwości zmiany widoku! Jesteśmy skazani na kamerę zawieszoną za tyłem pojazdu, a ta nie zawsze pozwala na optymalne i bezkolizyjne manewry. Zwłaszcza, gdy wozem piętrowym zjeżdżamy z góry – wtedy nie widzimy przed sobą absolutnie nic i musimy żywić nadzieję, że jezdnia jest pusta. Częściowym rozwiązaniem problemu miało być zamienianie się autobusu w przeźroczysty, gdy w zasłanianym polu widzenia znajduje się jakiś inny uczestnik ruchu drogowego, acz i to nie niestety nie zawsze działa jak należy.
Bus Drivera można śmiało ukończyć w trzy/cztery godziny, jednokrotnie podchodząc do każdego epizodu. By zaliczyć każdy nie musimy przesadnie się starać ani osiągać oszałamiających wyników punktowych, dlatego z czasem rozgrywka robi się wtórna i nużąca. Po przejechaniu wszystkich, króciutkich misji grę właściwie można z czystym sumieniem skasować z dysku, gdyż poza nimi nie oferuje absolutnie nic. Nie zdobyto się choćby na tryb swobodnej jazdy. A szkoda, gdyż to mogłoby wydłużyć choćby trochę żywotność produkcji, a i zaimplementowany teren miasta – mimo że nie powala rozległością i zróżnicowaniem – jest wystarczająco duży.
Technikalia w grze nie pozostawiają złudzeń, iż twórcy dysponowali raczej skromnym budżetem i przywodzą na myśl starsze odcinki sztandarowej serii czeskiej firmy. „Surowość” i „bieda” to najlżejsze określenia, jakie przychodzą mi do głowy. O ile na modele autobusów da się jeszcze patrzeć, o tyle miasto jest po prostu brzydkie – niskiej jakości, rozmazane tekstury, kanciaste, nie zachwycające ilością szczegółów i użytych trójkątów obiekty oraz brak jakichkolwiek, choćby prymitywnych efektów wizualnych, które mogłyby te niedociągnięcia maskować.
O udźwiękowieniu nie można powiedzieć ani jednego dobrego słowa. Przez cały czas towarzyszy nam raptem jeden, składający się z kilku nut motyw muzyczny. Dźwięków w grze też jest jak na lekarstwo, dlatego np. zderzenie ze słupkiem brzmi tak samo jak stłuczka z samochodem czy bezpretensjonalne, czołowe przywalenie w betonowy mur. Porażka.
Czy powinienem Wam, Drodzy Czytelnicy, Bus Drivera polecić? Jeżeli podobał Wam się 18WoS i satysfakcjonuje tego typu format zabawy, mogę nawet zachęcić do zakupu. Gra obecnie kosztuje grosze, a stanowi bodaj jedyny komercyjny projekt tego typu na rynku. (no, nie licząc Bus Simulatora 2008, którego jednak nie warto tknąć choćby kijem) Z zawodowego obowiązku muszę jednak wspomnieć o szeregu wad – mizernej oprawie, skromności i jednostajności oferowanej rozgrywki. A przede wszystkim: o zaledwie kilkugodzinnym okresie przydatności do satysfakcjonującego użytku, z których – tak było w moim przypadku – tylko pierwszych sześćdziesięciu minut nie będziesz przerywał znudzonym, permanentnym ziewaniem…

Tadeusz “Tadeo” Wawszczak
Powiązane:











